czwartek, 31 marca 2016

„Śmigus dyngus”


Z samego ranka obudziłem się po tym jak zostałem przez dzieci gości oblany wodą, zupełnie jakbym zapomniał o Lanym Poniedziałku – a całkowicie świadomie uznałem, że tego dnia nie wyjdę z domu aby nie nabawić się przeziębienia. Szybko ruszyłem do łazienki aby się wysuszyć, dzieci uznały, że chce je pogonić i ze swymi pistoletami na wodę uciekły na dwór. Pośpiesznie osuszyłem się ręcznikiem, bo zatoki niestety już parę dni dały o sobie znać. Wytarty do sucha ruszyłem w kierunku okna, za którym roztaczał się widok pięknej pogody. Nieco niżej – na poziomie trawnika i krzaków forsycji hordy dzieciaków uzbrojonych w sikawki wszelkiego kalibru nie bacząc na możliwość przeziębienia jak ja, z uśmiechem na ustach przemaczały się wzajemnie do suchej nitki – wracając do domu tylko po to aby uzupełnić zapas wody w swoich zabawkach. Lecz nawet i dzieci – wulkany energii dopada w pewnym momencie zmęczenie. Kiedy przyszły do domu dałem im ręczniki i szlafroki po sobie i młodszym bracie – a ubrania rozwiesiliśmy na sznurkach na balkonie. Kiedy dzieci już doszły do siebie i przestały się trząść uznałem, że za dzielny bój na dworze poczęstuję je czymś słodkim – w końcu to one wróciły z podwórka ostatnie. MAZURKI KAJMAKOWE Dr Gerarda – ciastka, które sam lubię – uznałem, że te będą dobrym wyborem. Dzieci z radością jadły aż im się uszy trzęsły. I tak rodzice dzieciaków byli zadowoleni i zarazem był spokój w domu. Przez jakiś czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz