Z samego
ranka obudziłem się po tym jak zostałem przez dzieci gości oblany wodą,
zupełnie jakbym zapomniał o Lanym Poniedziałku – a całkowicie świadomie
uznałem, że tego dnia nie wyjdę z domu aby nie nabawić się przeziębienia.
Szybko ruszyłem do łazienki aby się wysuszyć, dzieci uznały, że chce je pogonić
i ze swymi pistoletami na wodę uciekły na dwór. Pośpiesznie osuszyłem się
ręcznikiem, bo zatoki niestety już parę dni dały o sobie znać. Wytarty do sucha
ruszyłem w kierunku okna, za którym roztaczał się widok pięknej pogody. Nieco
niżej – na poziomie trawnika i krzaków forsycji hordy dzieciaków uzbrojonych w
sikawki wszelkiego kalibru nie bacząc na możliwość przeziębienia jak ja, z
uśmiechem na ustach przemaczały się wzajemnie do suchej nitki – wracając do
domu tylko po to aby uzupełnić zapas wody w swoich zabawkach. Lecz nawet i
dzieci – wulkany energii dopada w pewnym momencie zmęczenie. Kiedy przyszły do
domu dałem im ręczniki i szlafroki po sobie i młodszym bracie – a ubrania rozwiesiliśmy
na sznurkach na balkonie. Kiedy dzieci już doszły do siebie i przestały się
trząść uznałem, że za dzielny bój na dworze poczęstuję je czymś słodkim – w
końcu to one wróciły z podwórka ostatnie. MAZURKI KAJMAKOWE Dr Gerarda –
ciastka, które sam lubię – uznałem, że te będą dobrym wyborem. Dzieci z
radością jadły aż im się uszy trzęsły. I tak rodzice dzieciaków byli zadowoleni
i zarazem był spokój w domu. Przez jakiś czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz