środa, 23 marca 2016

Przypadek Kazika




   Kazik akurat był w domu.  Przed chwilą wrócił znad wyrobiska żwirowego i przeglądał swój sprzęt wędkarski, co czyni w każdej swojej wolnej chwili. Kędzierzawy ciemny blondyn, poprzerastały smugami siwizny. W jego życiu, większość dni jest niemal identyczna – z niewieloma, mało znaczącymi wyjątkami. Jeśli jest w firmie, to pracuje. A jak wróci do domu, to zabiera swoje „kije” i wyjeżdża gdzieś nad wodę. Po powrocie z łowów zasiada przed laptopem i przegląda to co udokumentował na karcie pamięci swojego aparatu fotograficznego. A później – przegląda sprzęt wędkarski, aby jakiś wyjątkowy okaz nie zaskoczył go następnego dnia. Taki scenariusz powtarza się niemal dzień w dzień. Śniadanie z reguły jada w bufecie – niedaleko od biura. A jeśli nie ma czasu, to znajdzie w szufladzie biurka jakieś krakersy z firmy Dr. Gerard, które posmaruje ketchupem, lub musztardą… Kazik nie jest jakimś wykwintnym smakoszem gustownych potraw – poza ciastkami wspomnianej już przeze mnie wcześniej firmy. Te mógłby jeść nawet kilka razy dziennie, bez znaczenia na porę dnia oraz rodzaj produktu. Byleby to były, wyłącznie z Dr. Gerard. Ufa tej firmie, z prostego powodu. Przekonały go do tych ciastek… - Karpie! Kiedyś w swoim życiu miał taki okres czasu, że na żadnym łowisku nie złowił nic… Mało tego – nic nawet nie „dziubnęło”! Kazik był tym okropnie podirytowany… Żaden sprawdzony sposób, wcale nie skutkował. Cały czas myślał o tym, jak sprawić aby sytuacja się poprawiła. Przyczynę znał dobrze – ryby nie biorą, z powodu takiego że jest tylu wędkujących, iż woda aż gęsta jest od zanęt! I z tego powodu, są one przejedzone… Trzeba im podstawić coś niezwykłego – taki niespotykany smakołyk, który swoim aromatem przyciągnąłby je do przynęty… Rzecz jednak w tym, że nie wiadomo co takiego miałoby być… Pewnego razu kiedy zmierzał w stronę łowiska, przejeżdżając obok sklepu, zatrzymał się, aby kupić coś do picia. Jakoś odruchowo, nawet się nie zastanawiając, sięgnął po pierniki. W temacie „brania” – nic się nie zmieniło… Kazik sięgnął po piernika i ugryzł je od niechcenia. Ułamał kawałek i rzucił dzikiej kaczce pływającej obok. Ta jednak wystraszyła się i odpłynęła. Za chwilę, w wodzie – jakby się „zagotowało”! Powtórzył czynność, rzucając kolejny kawałek – taki sam efekt! Zrozumiał… Spojrzał na opakowanie. „Pierniki” – Dr. Gerard!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz