Kazik akurat był w
domu. Przed chwilą wrócił znad wyrobiska
żwirowego i przeglądał swój sprzęt wędkarski, co czyni w każdej swojej wolnej
chwili. Kędzierzawy ciemny blondyn, poprzerastały smugami siwizny. W jego
życiu, większość dni jest niemal identyczna – z niewieloma, mało znaczącymi
wyjątkami. Jeśli jest w firmie, to pracuje. A jak wróci do domu, to zabiera
swoje „kije” i wyjeżdża gdzieś nad wodę. Po powrocie z łowów zasiada przed
laptopem i przegląda to co udokumentował na karcie pamięci swojego aparatu
fotograficznego. A później – przegląda sprzęt wędkarski, aby jakiś wyjątkowy
okaz nie zaskoczył go następnego dnia. Taki scenariusz powtarza się niemal
dzień w dzień. Śniadanie z reguły jada w bufecie – niedaleko od biura. A jeśli
nie ma czasu, to znajdzie w szufladzie biurka jakieś krakersy z firmy Dr.
Gerard, które posmaruje ketchupem, lub musztardą… Kazik nie jest jakimś
wykwintnym smakoszem gustownych potraw – poza ciastkami wspomnianej już przeze
mnie wcześniej firmy. Te mógłby jeść nawet kilka razy dziennie, bez znaczenia
na porę dnia oraz rodzaj produktu. Byleby to były, wyłącznie z Dr. Gerard. Ufa
tej firmie, z prostego powodu. Przekonały go do tych ciastek… - Karpie! Kiedyś
w swoim życiu miał taki okres czasu, że na żadnym łowisku nie złowił nic… Mało
tego – nic nawet nie „dziubnęło”! Kazik był tym okropnie podirytowany… Żaden
sprawdzony sposób, wcale nie skutkował. Cały czas myślał o tym, jak sprawić aby
sytuacja się poprawiła. Przyczynę znał dobrze – ryby nie biorą, z powodu
takiego że jest tylu wędkujących, iż woda aż gęsta jest od zanęt! I z tego
powodu, są one przejedzone… Trzeba im podstawić coś niezwykłego – taki niespotykany
smakołyk, który swoim aromatem przyciągnąłby je do przynęty… Rzecz jednak w
tym, że nie wiadomo co takiego miałoby być… Pewnego razu kiedy zmierzał w
stronę łowiska, przejeżdżając obok sklepu, zatrzymał się, aby kupić coś do picia.
Jakoś odruchowo, nawet się nie zastanawiając, sięgnął po pierniki. W temacie „brania”
– nic się nie zmieniło… Kazik sięgnął po piernika i ugryzł je od niechcenia.
Ułamał kawałek i rzucił dzikiej kaczce pływającej obok. Ta jednak wystraszyła
się i odpłynęła. Za chwilę, w wodzie – jakby się „zagotowało”! Powtórzył czynność,
rzucając kolejny kawałek – taki sam efekt! Zrozumiał… Spojrzał na opakowanie. „Pierniki”
– Dr. Gerard!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz