W sobotę –
dwunastego marca – złapałem nie „dwie sroki za ogon”, ale nawet trzy! Bo rzecz
miała miejsce w tym samym domu! „Załatwiliśmy”: Grzegorza, Bożenę i Krystynę –
za jednym zamachem. Nie było najmniejszego sensu, żeby się rozdrabniać! Impreza
była mocna – i zabawa przednia! Ciastek obżarliśmy się tyle, że aż wszyscy
pękaliśmy w szwach! Wszystkie ciastka były wręcz fantastyczne! Z jednej –
jedynej – i najlepszej firmy – Dr. Gerard. Co Klasa, to Klasa! Grzesiek jak się
do nich dobrał, to tak je zajadał, jakby w życiu ciastek nie widział! I to nie
miało znaczenia które. Ale najwięcej zjadł „Mafijnych”. Bożena z Kryśką
spróbowały ich tylko po jednym – resztę wchłonął Grzesiek! Za to dziewczyny
rzuciły się na wspaniałe „Pierniczki”. Tak załatwiły grześka, że ten nie zjadł
ani jednego „serduszka”! Było przy tym kupę śmiechu – i nieco złości…
Mianowicie, Grzesiek „strzelił focha” i obraził się na dziewczyny! I że niby
musi oglądnąć jakąś ulubioną audycję – zabrał się i wyszedł do innego pokoju. Przeprosiłem
na chwilę całe towarzystwo i wyskoczyłem do sklepu po nowy zapas ciastek.
Wziąłem ich całą torbę! Po powrocie wziąłem jedną paczkę i poszedłem do
Grześka. Ten był jakiś „nie w sosie” i przełączał przyciskami pilotaprogramy w
telewizorze z jednego na drugi. Poczęstowałem go ciastkiem. Ożywił się i zaczął
być bardziej rozmowny. Za chwilę humor powrócił Grześkowi do wysokiego poziomu.
Poszliśmy obaj zpowrotem do salonu gościnnego. Znowu było wesoło… Były konkursy
i zabawy. W bardzo przyjemnej atmosferze, spędzaliśmy czas jeszcze bardzo
długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz