Prawie
wszystkie egzaminy zaliczone. Pozostał mi jeszcze tylko jeden. Kiedy poszłam na
uczelnię. Wszystko potoczyło się sprawnie, dostałam piątkę. Po powrocie do
internatu szybko spakowałam swoje rzeczy, pożegnałam się z koleżankami i
wyruszyłam do swojej rodzinnej miejscowości. W czasie jazdy rozmyślałam, co też
tym razem na tegoroczne święta mama przygotuje. Bardzo lubiłam spędzać
Wielkanoc z rodziną. Dom tętnił życiem, ponieważ mam jeszcze 5 sióstr i dwóch
braci. Mieszkają z nami również dziadkowie, więc podczas różnego rodzaju rodzinnych
uroczystości zawsze mamy wiele radości. Rozmyślając nawet nie zauważyłam, jak
ten czas szybko minął. Oczywiście jak tylko wysiadłam z samochodu otoczyły mnie
moje słoneczka. Tak nazywałam młodsze rodzeństwo.
Za kilka dni
święta, zatem przed nami dużo pracy. Wszyscy dostali bojowe zadania. Mama miała
szczególny instynkt organizacyjny. Wiedziała, co kto potrafi robić najlepiej i
tak przydzielała zadania, aby nikt nie czuł się pokrzywdzony, czy wyróżniony.
Moją rolą była naturalnie praca w kuchni, z której unosił się zapach pieczonych
bab, makowców, serników i pieczonych mięs.
Kiedy
zasiedliśmy do świątecznego śniadania na stole było pachnąco i kolorowo.
Najprzyjemniejszą atrakcją po skosztowaniu wszystkich specjałów było szukanie
zajączka w ogrodzie. Tym razem mama przygotowała inną niespodziankę. Zawsze to
maluchy były obdarowywane, a tego roku cała rodzinka miała szukać swoich małych
upominków. Miłe było moje zdziwienie, gdy znalazłam kolorową wstążeczkę z
własnym imieniem, która prowadziła do kilku podarków. W pierwszym znalazłam
MAZUREK SERNIKOWY, w drugim była PASJA MARCEPANOWA, a w ostatnim ukryły się
RURKI KAKAOWE Z KREMEM ADVOCAT. Te wszystkie pyszności pochodziły z dobrze mi
znanej firmy DR GERARDA. Będąc na uczelni często je jadłam. Zawsze były
smaczne. W przyszłym roku postaram się sama urozmaicić poszukiwanie słodkich
wielkanocnych prezentów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz