Skończyły się święta i wreszcie nadszedł czas wolny patosu i
naciąganej życzliwości. Właśnie kończyłem zakupy i zmierzałem w stronę domu,
który całkowicie zmienił wystrój – ze świątecznego na małą salę imprezową.
Porozwieszałem pełno kolorowych łańcuchów na oknach, stół przybrałem
różnobarwnym obrusem. Na stole porozkładałem uprzednio kupione paluszki, ,
orzeszki solone, chipsy, KRAKERSY i potęgujące efekt wielu barw Skittelsy
oraz MALTIKEKS TRI-KOLOR Dr Gerarda. Na
zewnątrz już zmierzchało, przy wieży poukładałem stos płyt z muzyką
przygotowaną specjalnie na tą okazje – dominował rock en’ roll i parę innych
kawałków do tańca. Wyciągnąłem z lodówki napoje gazowane i soki, rozstawiłem
szklanki i talerzyki i w tym momencie przyszli goście. Każdy przyniósł swój
alkohol przez co nikt nie był skazany na jeden rodzaj dla wszystkich ustalony
odgórnie. Po tym jak już każdy odwiesił swoje wierzchnie ubranie włączyliśmy
muzykę. Rozpoczęła się zabawa. Tańce co jakiś czas za jednogłośną zgodą przerywaliśmy
karaoke – żeby mieć energię na całą noc. W okamgnieniu, całkiem niepostrzeżenie
nadeszła północ – rozlaliśmy szampana do kieliszków i wznieśliśmy toast za Nowy
Rok. Potem otworzyliśmy okno i wystrzeliliśmy parę rakiet w niebo zgodnie z
sylwestrowym zwyczajem. Po wystrzeleniu ich wszystkich, ktoś wpadł na pomysł
aby powrócić do dawnych lat i pograć w butelkę. Zgodzili się wszyscy.
Zgasiliśmy światło i zapaliliśmy kilka świec aby zbudować odpowiedni nastrój.
Jako że alkohol lał się nieprzerwanie chyba nawet nikt nie zauważył jak graczy
zaczęło ubywać i każdy kładł się spać w swoim kącie. Ostatecznie zostałem tylko
ja i koleżanka i ustaliliśmy że też idziemy spać. Jakimś trafem udało nam się
znaleźć jeszcze jakieś wolne miejsce gdzie przegadaliśmy pozostałą część nocy
do rana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz