wtorek, 29 grudnia 2015

„Drugi dzień Świąt”


Było wczesne popołudnie kiedy zacząłem otwierać oczy. Po wszystkich wigilijnych potrawach czułem się ociężały ale i syty jednocześnie, nie miałem nawet ochoty jeść śniadania. Dokonawszy porannej higieny, zauważyłem, że i reszta domowników powoli wraca do świata żywych. Każde po kolei powłóczystym krokiem kierowało się do łazienki. Gdy już wszyscy dokonali tej procedury zasiedliśmy do śniadania – woli ścisłości – zaczęliśmy dojadać niedojedzone potrawy wigilijne. W międzyczasie tata – głowa rodziny – wpadł na pomysł aby odwiedzić bliskich krewnych – wujka i ciocię. Wszyscy jednogłośnie przystali na ten pomysł. Po zatelefonowaniu do nich i świadomości, ze są bardzo chętni aby nas zobaczyć, ubraliśmy swoje świąteczne ubrania – odwieszone dnia poprzedniego na wieszaki aby nie uległy pognieceniu. Na dworze lekko prószyło, świeciło słońce a padający śnieg błyszczał jak brokat. Wsiedliśmy do samochodu po czym po długim odcinku autostrady skręciliśmy w wiejską drogę gdzie już niebawem przed naszymi oczami stanęły zamarznięte pejzaże – pamiętane z lat dzieciństwa. Mijaliśmy białe pola okupowane przez stada gawronów i kawek, przydrożne wierzby, wielki zamarznięty zalew i świerkowy bór na skraju, którego mieszkali nasi bliscy. W końcu dotarliśmy do małej chatki z bali. Przywitaliśmy się z rodziną po czym zasiedliśmy do obiadu. Wujek z ciocią zaproponowali nam spacer po lesie na co chętnie wszyscy przystaliśmy, po części też zważając na fakt, że w mieście nie możemy sobie pozwolić na taką przyjemność. W lesie najbardziej zdziwiło mnie, że mimo pory roku śpiewały ptaki. I tak przy miłej rozmowie przemierzyliśmy cały las po czym z racji zmierzchu wracaliśmy polną drogą na skraju lasu aby się nie zgubić. Choć chyba większym powodem był strach przed ciemnością jednego z dzieci, bo wujek z ciocią znali na pamięć wszystkie leśne trakty. Po tym jak się już pożegnaliśmy, zabraliśmy się w drogę powrotną do domu. A na miejscu do jedzenia zostało już niewiele, a co gorsza sklepy jak wiadomo w święta są zamknięte. Fakt ten był przybijający zważywszy na to, że zachciało nam się jeszcze deseru. Wtem siostra stwierdziła, że przecież możemy zjeść ozdoby z choinki na co przystali rodzice, uznając wspólnie, że przecież święta już się kończą. Jaka była nasza radość gdy znaleźliśmy tam KRUCHE CIASTECZKA na choinkę Dr Gerarda. Lepszego deseru nie mogę sobie wyobrazić, co by tak oddawał atmosferę świąt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz