Dzisiejszego dnia pośpiesznie wracałem z pracy. Na całe
szczęście wszystkie dekoracje miałem już przygotowane od paru dni – teraz
pozostało już tylko je poustawiać we właściwych miejscach. Jednym susem
przebrałem się w odświętny strój, po czym przykryłem stół białym obrusem.
Poukładałem na nim świeczniki zrobione ze szklanek oklejonym korą drzewa
cynamonowego i po chwili w powietrzu rozniósł się aromat budujący świąteczny
nastrój. Na środku stołu, na parapecie, pułkach i na biurku poukładałem stroiki
z gałązek świerku ze świeczką w środku otoczonymi bombkami, szyszkami i
gałązkami ostrokrzewu. Z braku śniegu za oknem, uznałem że dobrym rozwiązaniem
będą przygotowane właśnie na taką bezśnieżną aurę – śnieżynki na sznurkach,
ciągnące się od karniszy, aż do samej podłogi. Kiedy przypinałem ostatni
sznurek rozległ się dzwonek do drzwi – oho – już są – pomyślałem. Otworzyłem
drzwi i z uśmiechami na ustach wlała się do mojego domu radosna fala znajomych
przystrojonych w czapki Mikołaja. Pośpiesznie założyłem tez swoją, żeby nie
burzyć ceremonialnego nastroju. Nawet nie wiem jak mi się udało tak
błyskawicznie znaleźć w szafie. Po tym jak już wszyscy się ze mną przywitali,
przystąpiliśmy do wręczania sobie malutkich prezencików – które to – kto komu
miał wręczyć – odbyło się drogą uprzedniego losowania. W atmosferze
powszechnego zaskoczenia i ja miałem szczęście należeć do tego grona.
Odpakowawszy prezent moim oczom ukazała się książka, którą już od dawna
chciałem przeczytać. Po nacieszeniu oczu prezencikami, zasiedliśmy do stołu aby
wspólnie pogadać, przy sokach owocowych i czyniących dzień Mikołajków jeszcze
bardziej świątecznym – przy CIASTECZKACH KORZENNYCH Dr Gerarda. Spędziliśmy tak
w miłej atmosferze jakiś czas po czym wszyscy się rozeszli do domów. Bardzo
miło wspominam ten dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz