W sobotę czyli dzień przypłynięcia cioci państwo Kowalscy
wstali wcześnie rano. Pan Witold zaraz po wstaniu z łóżka podszedł do okna i
uniósł roletę, promienie słońca prześwitujące przez szybę zalały cały pokój.
Jeszcze spojrzał na niebo, na nim nie było ani jednej chmurki. Powiedział do
żony, która to właśnie udawała się do łazienki w celu odświeżenia, na taką
pogodę liczyłem, jeszcze sprawdzę w tv czy nie ma żadnych zmian i wziął pilota
do ręki. Włączył telewizor i nastawił na program z pogodą. No tak ciepło i
słonecznie, ciocia ma ładną pogodę tak jak i my na jej powitanie powiedział do
siebie. Po kilku chwilach gdy już jego żona krzątała się w kuchni to on udał
się do łazienki. Po pół godzinie już cała trójka siedziała za stołem
rozmawiając przy śniadaniu o przyjeździe cioci i czy zjawi się reszta rodziny
na jej powitanie. Po śniadaniu córka ich
wzięła i zaczęła pakować do siatki wafelki kakaowe oraz wafelki z kremem o
smaku śmietankowym od ich ulubionego producenta słodkości Dr Gerarda, mówiąc
przy tym to dla mnie i na powitanie cioci. Następnie gdy już byli przygotowani
udali się na parking gdzie stał zaparkowany ich samochód. Tak jak to było do
przewidzenia ich córka nie mogła się oprzeć tym łakociom i teraz podczas jazdy
chrupała te wafelki. Do miejscowości gdzie miał przybić statek z ich krewną
dotarli dość szybko, bo ruch na ulicy był dość mały. Po dotarciu na miejsce pan
Witold zaparkował samochód i udał się na nabrzeże wraz z rodziną, wśród tłumku
ludzi wypatrzyli oni krewnych i podeszli do nich. Prawie wszyscy wzrok swój
mieli skierowany w stronę morza. Gdzie w oddali było widać zbliżający się
punkt. Wiał lekki chłodny wiatr, no nad morzem jest trochę chłodniej pomyślał
pan Witold mówiąc do żony no dobrze, że wzięliśmy po sweterku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz