W miarę jak mijał czas mały punkt na morzu przybierał realny
kształt. Teraz można było już rozpoznać w nim statek. Córka państwa Kowalskich
dopytywała się czy to ten statek którym ma przypłynąć ciocia widać jest coraz
bardziej na widnokręgu, a pan Witold to potwierdził. Teraz było już widać
wyraźnie jego pomalowany na biało kadłub i nadbudówki. Jeszcze parę chwil i
zaczął wpływać do basenu portowego. Asystowały mu trzy holowniki, jeden z
dziobu drugi z rufy, a trzeci jako asekuracja na śródokręciu. Pani Krystyna
powiedziała do córki przyglądaj się temu widokowi, gdyż niecodzienne wpływa tu
taki ogromny statek. Statek był rzeczywiście ogromny, a córka ich chrupiąc
wafelki kakaowe oraz wafelki z nadzieniem śmietankowym od jej ulubionego
producenta słodkości Dr Gerarda podziwiała ten ogrom jaki reprezentował sobą
ten statek. Przestrzeń jaka dzieliła statek od nabrzeża malała błyskawicznie Widać
było, że nie tylko oni z zainteresowaniem przyglądają się cumowaniu kolosa. Ale
i także ludzie zgromadzeni na nabrzeżu też z wielkim zainteresowaniem
przyglądają się temu wydarzeniu. Teraz te dwa holowniki płynące z dziobu oraz z
rufy poluzowały liny, a ten trzeci zaczął dopychać wycieczkowca do nabrzeża.
Gdy już dotknął burtą lądu, marynarze rzucili cumy. Lina została założona na
polery i w tej samej chwili zgrzytnął kabestan wybierając luz. Statek
przycumował. Córka państwa Kowalskich aż klasnęła w dłonie, trochę zdziwiona bo
przed chwilą miała w nich jeszcze ciastka, pomyślała sobie no tak zjadłam
wszystkie czym teraz poczęstuję ciocię, ale zaraz się uśmiechnęła się
przypominając sobie, że zapas ciach ma przecież już zrobiony w domu. Następną
rzeczą jaka się wydarzyła to było już opuszczenie trapu. Po chwili zaczęli
schodzić po nim pasażerowie, a wśród nich i ich ciocia, którą to jako pierwszy
dostrzegł pan Witold.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz