czwartek, 10 marca 2016

Zakupy przed wielkamocme.

Jest to największy budynek w całym mieście. W każdy weekend rano podjeżdżam tutaj i zatrzymuję się na parkingu przed nim. Na tę okazję myję samochód, aby wszyscy widzieli, jaki ja porządny. Nie wożę się jakąś super bryką, ale nie chcę, aby inni myśleli, że jestem biedny czy potrzebujący.
Na parkingu zawsze jest miejsce. Ochrona pilnuje, aby bezdomni nie szlajali się tutaj, a żebracy nie zakłócali porządku.
Dzieci wychodzą z samochodu. Poprawiam marynarkę. Idę za nimi. Krzyczą, śmieją się, bawią. Tylko najstarsze idzie ze spuszczoną głową i rękami w kieszeni. Dawno już nie traktuje naszych wypraw jako atrakcji.
Choć niewiele zmieniło się od ostatniej wizyty, dłuższą chwilę stoję przy wejściu. Oglądam ogłoszenia. Między nimi są promocje, plakaty, zaproszenia i prośba o wsparcie finansowe dla biednych rodzin z grajdoła.
— Dzień dobry, sąsiedzie — słyszę za plecami, toteż powoli wyciągam portfel. Grzebię w nim moment.
— O! Dzień dobry! — udaję zdziwionego. — Jak tam zdrówko? — pytam z udawaną troską, a następnie wyciągam banknot pięćdziesięciozłotowy. Przez moment prostuję go, czekając, aż sąsiadka dostrzeże, co trzymam w ręce, a potem składam papierek dwa razy i wrzucam do skarbonki.
— Dobrze, dobrze, dziękuję — odpowiada, a ja wchodzę do środka, doganiając rodzinę.
Jedną ręką łapię za koszyk na zakupy. Przez moment zastanawiam się, czy lepszy nie okazałby się wózek. Dochodzę do wniosku, że nie, koszyk wystarczy. Drugą rękę moczę w wodzie święconej i niedbale wykonuję symbol krzyża.
Mijam lektorów wyprowadzających jakiegoś brodatego śmierdziela, który najwyraźniej źle trafił. Dworzec jest naprzeciwko!
— Puśćcie mnie, do cholery! Ja wiem, po co tu przyszedłem! — drze się. Opętany jakiś.
Staję koło żony i dzieci. Ceremonia się rozpoczyna.
Idziemy razem pomiędzy półkami.
— Tatusiu, a możemy jeszcze to?
Uśmiecham się.
— Oczywiście. Przecież jest niedziela.
Wrzucają kolejne produkty do koszyka. Słodycze najsmaczniejsze ciasteczka z firmy dr.Gerard  ciastka kruche „miód i migdał” napoje gazowane i czipsy.
Kazanie dłuży mi się niemiłosiernie. Zdążyłem już pomyśleć chyba o wszystkim. O pracy, o szwagierce, która ma przyjechać dziś na obiad, a potem obowiązkowo kawa i najlepsze ciasteczka z firmy dr Gerad  rurki kakaowe z kremem advocat i o wczorajszej walce Pudziana i reklamie nowych płatków zbożowych. Zaczynam dłubać w nosie, ale od razu żona szturcha mnie łokciem, abym się opamiętał. A chciałem tylko jedną kozę wydłubać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz