Wzięłam sobie trzy dni urlopu na porządki domowe. W środę od
rana świeciło słoneczko więc rozpoczęłam mycie okien w całym domu, a mój domek
jest dwupiętrowy i posiada dużo okien. Zdjęłam firanki, które zamoczyłam w
wannie. Po dwóch godzinach wrzuciłam do pralki. W dzisiejszych czasach mycie
okien sprawia mniej kłopotu niż dawniej. Pamiętam takie futryny zamykane
śrubami. Trzeba było poświęcić chwilę na ich odkręcanie i po umyciu zakręcanie.
Mniej brudziły się od tych nowoczesnych. Najpierw nalałam gorącej wody z płynem
do naczyń ludwikiem, potem drugi raz wypłukałam wodą z octem. Na koniec
wytarłam do sucha starym bawełnianym ręcznikiem. Gdy zrobiłam porządek na
piętrze, to zajęłam się myciem kaloryferów. Na szczęście dzisiaj nie musiałam
gotować obiadu, ponieważ miałam z wczorajszego dnia. Gdy przyszedł mąż z pracy,
a dzieci ze szkoły, to już uprasowałam i wieszałam trzecią firankę. Zrobiłam
sobie przerwę na obiad. Podgrzałam zupę pomidorową i kaszę gryczaną z gulaszem. Rozsiadłam się na fotel i
nie chciało mi się wracać do zaczętej pracy. Niestety nikt za mnie nie
zrobi i musiałam wziąć się w garść. Prasowałam, a mąż pomagał mi wieszając
firanki i zasłony. Gdy zakończyliśmy jedną część mycia, to planowałam drugą część
zostawić na następny dzień. W tym czasie córka zrobiła nam gorącej słodkiej
kawy i poczęstowała nas ciasteczkami z nowej kolekcji Dr. Gerarda. Miała
ciastka kruche miód i migdał, mazurki sernikowe, mazurki kajmakowe. Na
talerzyku wydzieliła nam po dwa z każdej paczki. Były wyśmienite nie pamiętam
kiedy jadłam takie ciekawe smaki. Opakowania były w tonacji świątecznej.
Dominowały wiosenne kolory jasno zielone i żółte. Tak ciekawie zaprojektowane potrafią przyciągać łasuchów
wyglądem i smakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz