Dzisiaj z samego rana świeciło słoneczko. Skorzystałam z
pięknej pogody i poszłam do sadu podcinać drzewka owocowe. Miałam ze sobą
sekator i długie nożyce. Grubsze gałązki nie dałam rady skrócić. Ucięte gałązki
pozbierałam na jedną kupkę i związałam sznurkiem. Zabrałam przyrządy i poszłam
do domu na kawę. Po drodze spotkałam sąsiadkę na podwórku. Chciała pożyczyć
soli do obiadu. Razem weszłyśmy do kuchni i zaproponowałam jej kawę. Często
spotykamy się na ceremoni picia tego napoju. Raz ona przyjdzie do mnie, a innym
razem ja pójdę do niej. Wyjęłam z szafki zielono żółte opakowanie ciastek Dr.
Gerarda mazurki sernikowe. Smak tych ciastek jest niezapomniany. Planuje
wykorzystać je jako wkładkę do świątecznych wypieków. Moja sąsiadka też
przepada za produktami firmy Dr. Gerarda. Podczas wspólnego odpoczynku często
wymieniamy się ciekawymi przepisami na ciasta. Po półgodzinnym odpoczynku
zabrałam się za gotowanie obiadu. Po południu razem z mężem poszliśmy dokończyć
obcinanie drzewek. Wziął sobie drabinę i piłkę. Ja natomiast rozrobiłam trochę
emulsji z środkiem grzybobójczym i pomalowałam ślady cięcia. Na drugi dzień
planuje pokropić specjalnym środkiem drzewa. Już powoli przygotowuję się do
wiosennych prac. Wieczorem byłam bardzo zmęczona i śpiąca. nawet nie sądziłam,
że trochę więcej ruchu może tak wykończyć. Pewnie to osłabienie wiosenne.
Położyłam się na pół godziny, a spałam ponad godzinę. Teraz jest późna godzina,
a mi się nie chce spać. Nie mam ochoty do szukania sobie jakiegoś zajęcia. Więc
siedzę przed komputerem i przeglądam pocztę. W całym domu zrobiło się cichutko.
Wszyscy smacznie śpią. W końcu wyłączyłam laptop, zrobiłam szybki prysznic i
wskoczyłam do łóżka z nadzieją, że sen nadejdzie szybko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz