Wielkimi krokami zbliża się jesień. Ranki są już chłodne, ale
w dzień na szczęście nadal ciepło. Na wsi dorodne główki kapusty czekają na
ścięcie. Jarzyny powoli trzeba wykopywać. Natomiast w sadzie gałęzie jabłoni,
gruszek, śliwek uginające się pod ciężarem owoców. Pełno jeżyn i malin
czekających na zbiory. Z niektórych drzew opadają kolorowe liście. Taki obraz
mam na swojej działce. Lubimy z mężem na niej przebywać. W sobotę z okazji
moich urodzin zaprosiliśmy gości na grilla, którego zrobimy w naszym przytulnym
sadzie. Nie mamy auta, ale poruszamy się na rowerach. W koszyczkach rowerowych
przywieźliśmy potrzebne produkty. W małej altance jest woda i prąd. Nawet mamy
starą małą lodówkę. dwie Ławki czekające na takie imprezy. W tych
przygotowaniach pomogły nam dwie dorastające córki Magda i Monika. Generalnie
wysprzątały w altance. Pokroiły kiełbasę i kiszkę zawinęły w złotko. Ja
natomiast zamarynowałam karczek. Za nim przyszli goście miałam już wszystko
naszykowane, a nasze pociechy odeszły do swojego młodszego towarzystwa. Tak im
się spodobało urządzanie przyjęcia, że postanowiły w następną sobotę zaprosić
parę koleżanek i kolegów na grilla. Na stoliku położyłam kilka rodzai napojów
owocowych. Na dwa talerzyki wyłożyłam moje ulubione rogaliki pudrowane, trick
Kakaowy a wszystko to produkcji Dr. Gerarda. O godzinie 16 00 przyszli goście,
a dokładniej trzy małżeństwa. Mężczyźni od razu zabrali się do pieczenia
karczku i kiełbas. My kobiety popijając kawę częstowaliśmy się rogalikami
czekając na dzieło mężów. Będziemy kulturalnie przez nich obsłużeni. Moim
przyjaciółkom bardzo smakowały rogaliki pudrowane i żałowałam, że nie kupiłam
więcej. Myślałam nad kupieniem dobrej kiełbasy do pieczenia. W przyjemnej
atmosferze spędziliśmy sobotnie popołudnie i wieczór. Na koniec znajomi pomogli
mi posprzątać, a papierowe talerzyki wylądowały w ogniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz