Krople deszczu spływają po szybie
śmiało torując drogę dla coraz to obfitszych strug wody. Jesienne niebo
rozpłakało się pogrążone w nostalgii, być może za odchodzącym latem. Ola wydaje
się podzielać ów smutek. Leży skulona pod kocem. Jej twarz tonie we łzach jakby
była odbiciem tego co dzieje się za oknem. Ola ma jednak swój osobisty powód do
smutku. Z końcem lata dane jej jest zmierzyć się z wielką stratą: Najukochańsza
osoba, przyjaciel, jedyny człowiek, który Cię rozumie, wyjeżdża w daleki świat
by budować swoją przyszłość. Niby sprawa oczywista i zupełnie uzasadniona, ale
okupiona cierpieniem i nie dającą się niczym zagłuszyć ogromną tęsknotą.
„Dlaczego tak musi być?” buntuje się młode dziewczęce serduszko. Serce, które
nigdy się nie angażowało, teraz z podwójną siłą odczuwa wszystkie skutki
uboczne wielkiego uczucia i przywiązania. Niewypowiedziany żal przeraża
nastolatkę – czy rozpacz zostanie z nią na zawsze? Nie wie jeszcze, że człowiek
jest tak genialną istotą, że do wszystkiego potrafi się dostosować. Sytuacja w
jakiej się znalazła stanie się zwyczajna. Przyjaciela nie będzie pod ręką,
jednak wystarczą im rozmowy telefoniczne i spotkanie raz w miesiącu. Każde z
nich musi dorosnąć, osiągnąć samodzielność i każde z nich musi to zrobić po
swojemu. Ola uspokaja się nieco. Ogarnia pokój spojrzeniem. Sięga po ciasteczko
leżące nieopodal na talerzyku. Markizy Mafijne Lemon to ulubione ciasteczka jej
sympatii. Wspomnienia wypełniają głowę. Przypomina chwilę, gdy się poznali,
kiedy to on poczęstował ją właśnie ciasteczkiem od Dr Gerarda. Ola uśmiecha się
na to wspomnienie i postanawia, że Markizy Mafijne Lemon odtąd częściej będą
gościć na jej stole i w jej codziennym życiu. W taki sposób być może poczuje
się bliżej swojego ukochanego chłopaka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz