Wycieczka
rowerowa część 2.
W
poprzednim poście pisałam o naszych przygodach podczas wycieczki
rowerowej. To nie koniec niespodzianek było by zbyt pięknie aby
tylko na tym się skończyło. Po dobrej pół godzinie kiedy
opuściliśmy aptekę i przesympatyczną Panią, która udzieliła
nam fachowej pomocy choć w portfelu ubyło mi parę złoty. Z
bolącą, opuchniętą nogą powoli przez pola aby było szybciej
ruszyliśmy z myślą powrotu do domu. Dzieciaki a raczej młodzież
poprosiła abyśmy choć na chwile posiedzieli na kocu i posłuchali
śpiewu ptaków. Nikomu z nas nie chciało się wracać do domu było
mimo tylu cierpień przepięknie. Słońce nas ogrzewało swym
blaskiem. Pozostały nam jeszcze ciastka dr Gerarda SCOOBY – DOO
maślane herbatniki mi napoje więc zaraz wzięliśmy się za
chrupanie. Opuchlizna po ugryzieniu nie malała trochę mniej piekło
ale rozmowy o roślinkach i zwierzątkach się nie kończyły.
Namówili mnie abyśmy lekko zboczyli z trasy i pojechali do dużego
sklepu zoologicznego obejrzeć rybki i roślinki do akwarium. Ja
byłam oczywiście temu przeciwna bo przecież z tą noga jak tak
daleko ale uległam. Dojechaliśmy i nawet udało im się zakupić
ładną roślinkę do bojowników. Powrotna droga i co biega po
chodniku dla rowerzystów mały jork i ja chcą go ominąć wpadłam
w dziurę na chodniku i znalazłam się na drzewie z trzęsąsymi się
nogami jakoś się pozbierałam i ruszyłam już tylko do domu.
Mieliśmy dosyć każdemu coś się przydarzyło dobrze, że nic
poważnego nam się nie stało u mnie otarcia na kolanie. Teraz to
tylko kawa i na deser markizy mafijne LEMON dr Gerarda. Takie to
mieliśmy przygody na rowerach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz