Był pierwszy listopada. Rano przyjechał
do nas wujek. Zjedliśmy razem śniadanie. Wujek zaczął wspominać bliskich,
których już nie ma z nami i że należy o nich pamiętać. Z tą myślą wybierał się
na groby. Namówiłam go aby przed wyjściem wypił kawę i zjadł kawałek szarlotki,
którą przygotowaliśmy poprzedniego dnia razem z mężem. Wujek zjadł i powiedział, że dawno nie jadł
tak dobrego ciasta. Czuliśmy się docenieni i dumni. Jednak wiedzieliśmy, że
ciasto nie byłoby tak dobre gdyby nie przepyszne i aromatyczne Ciasteczka korzenne
Dr Gerarda, których użyliśmy do przygotowania spodu pod szarlotkę i posypki. Po
śniadaniu mieliśmy ochotę pójść z wujkiem na cmentarz aby spełnić swoją
powinność wobec zmarłych. Jednak odłożyliśmy to na późniejszą porę dnia, gdyż
wujaszek zapowiedział, że przyjdzie do nas na obiad. Musieliśmy zatem zostać i
przygotować posiłek. Wujek przyszedł tak jak powiedział. Zdążyłam przygotować barszcz czerwony i
kotlety mielone z ziemniakami i surówką z pekińskiej kapusty. Zjedliśmy
wspólnie posiłek a na deser jeszcze raz poczęstowałam wujaszka szarlotką
przygotowaną na bazie pysznych Ciastek korzennych od Dr Gerarda. Po obiedzie
rozeszliśmy w swoje strony. Wujek poszedł odwiedzić swojego brata mieszkającego
na sąsiednim osiedlu a my wybraliśmy się na groby. Gdy dotarliśmy na cmentarz już
robiło się ciemno. Z każdą minutą było coraz ciemniej i ciemniej. Mimo, iż cmentarz
nie jest przyjemnym miejscem i budzi niemiłe skojarzenia to akurat tego
wieczoru panował tu nastrój zadumy i otuchy mimo wszystko. Wokół nas paliło się
całe morze kolorowych zniczy. Wszędzie stały kwiaty i można rzec, że było tu
pięknie. Mijaliśmy mnóstwo ludzi co sprawiało, że czułam w sercu pokrzepienie i
nadzieję, że w wszystkim co nas czeka nie jesteśmy sami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz