piątek, 6 listopada 2015

Święto zadumy



Był pierwszy listopada. Rano przyjechał do nas wujek. Zjedliśmy razem śniadanie. Wujek zaczął wspominać bliskich, których już nie ma z nami i że należy o nich pamiętać. Z tą myślą wybierał się na groby. Namówiłam go aby przed wyjściem wypił kawę i zjadł kawałek szarlotki, którą przygotowaliśmy poprzedniego dnia razem z mężem.  Wujek zjadł i powiedział, że dawno nie jadł tak dobrego ciasta. Czuliśmy się docenieni i dumni. Jednak wiedzieliśmy, że ciasto nie byłoby tak dobre gdyby nie przepyszne i aromatyczne Ciasteczka korzenne Dr Gerarda, których użyliśmy do przygotowania spodu pod szarlotkę i posypki. Po śniadaniu mieliśmy ochotę pójść z wujkiem na cmentarz aby spełnić swoją powinność wobec zmarłych. Jednak odłożyliśmy to na późniejszą porę dnia, gdyż wujaszek zapowiedział, że przyjdzie do nas na obiad. Musieliśmy zatem zostać i przygotować posiłek. Wujek przyszedł tak jak powiedział.  Zdążyłam przygotować barszcz czerwony i kotlety mielone z ziemniakami i surówką z pekińskiej kapusty. Zjedliśmy wspólnie posiłek a na deser jeszcze raz poczęstowałam wujaszka szarlotką przygotowaną na bazie pysznych Ciastek korzennych od Dr Gerarda. Po obiedzie rozeszliśmy w swoje strony. Wujek poszedł odwiedzić swojego brata mieszkającego na sąsiednim osiedlu a my wybraliśmy się na groby. Gdy dotarliśmy na cmentarz już robiło się ciemno. Z każdą minutą było coraz ciemniej i ciemniej. Mimo, iż cmentarz nie jest przyjemnym miejscem i budzi niemiłe skojarzenia to akurat tego wieczoru panował tu nastrój zadumy i otuchy mimo wszystko. Wokół nas paliło się całe morze kolorowych zniczy. Wszędzie stały kwiaty i można rzec, że było tu pięknie. Mijaliśmy mnóstwo ludzi co sprawiało, że czułam w sercu pokrzepienie i nadzieję, że w wszystkim co nas czeka nie jesteśmy sami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz