Wiatr posprzątał
wszystko z ziemi. Usypane zostały zaspy kolorowych jesiennych liści. Na
tarninie pozostało już ich niewiele. Tylko kolce oraz małe kulki dzikich
śliwek. Teraz znacznie łatwiej można je dostrzec, niż wcześniej, kiedy chowają
się w gęstwinie zieleni.
Akurat wróciłem ze
sklepu, zaświeciłem światło i włączyłem telewizor. Leciał jakiś film
dokumentalny o polskich darach natury, które czas zbierać w środku jesieni.
Pokazywano też „Złotą Polską Jesień”. Mówiono o cennych walorach owoców, dziko
rosnących krzewów i drzew. Między innymi sporo czasu poświęcono owocom tarniny.
Zaraz przypomniałem sobie smak tarninowej nalewki, którą od święta serwowała
moja babcia. Spojrzałem na to, co przyniosłem ze sklepu… „Pierniki” Dr.
Gerarda… Ależ fantastycznie musiałyby smakować z taką nalewką! Sprawdziłem
prognozę pogody na jutro – zapowiadała się całkiem dobrze. Słonecznie z lekkim
wiatrem i temperaturą do +12 stopni. Postanowiłem że pojadę na zbiór owoców
tegoż runa. Nawet wiedziałem od razu, w które miejsce się udam. Babcia zawsze z
tych właśnie krzaków robiła swoje zapasy. Nie byłem pewny jedynie tego, czy
ktoś już mnie nie uprzedził. Ale jeśli nawet, to odwiedzę dobrze znane mi
strony. Nazajutrz, wrzuciłem do wiaderka zakupione „Pierniki”, lecz gdyby było
mało, to podskoczyłem do sklepu i dokupiłem jeszcze „Wafle”. Kiedy dotarłem na
miejsce, to było jeszcze dość chłodno. A do tego sporo wilgoci, bo zimna rosa
skropliła się na szczątkach zieleni. W kotlinach widać było resztki mgły.
Chwilę zeszło, zanim doszedłem na miejsce. Pamiętam dobrze, jak przyjeżdżałem
tu kiedyś jako dzieciak, to co kawałek napotkać można było na kicającego zająca.
Zastanawiałem się, kiedy to zwierzę spotkałem ostatnio na wolności… Wyszło na
to, że chyba 13 lat temu w … Czechach. Po Polsce jeździłem przecież dość sporo,
ale przez ten czas nie przypominam sobie, bym spotkał jakiegoś „szaraka”. I
doszedłem na miejsce. Tarniny nie było bardzo sporo, ale wystarczająco dużo.
Dla mnie z powodzeniem wystarczyło – i jeszcze trochę zostało. Teraz już tylko
przywieźć, znaleźć dobry przepis na nalewkę – i żona będzie miała zajęcie! Acha
– „Pierniki” oraz „Wafle” Dr. Gerarda – rewelacja!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz