poniedziałek, 16 listopada 2015

Na polowaniu

„Mój pierwszy dzik”


Historia, którą chcę opisać wydarzyła się naprawdę i choć nie stanowi chlubnej karty moich myśliwskich początków, warta jest przypomnienia, chociażby ku przestrodze młodym i pełnym brawury myśliwym.Ale żeby mi się łatwiej opowiadało sięgnę i zacznę przygryzać najsmaczniejsze ciasteczka draże i zwierzaki od dr. Gerard.bo jest dużo do opowiadania.
W owym czasie sam byłem bardzo młodym chłopcem. Rozpocząłem właśnie pierwszy rok w szkole średniej. Tuż po Świętach Bożego Narodzenia uprosiłem ojca, aby zawiózł mnie na Sylwestra i Nowy Rok do wujostwa, gdzie miałem spędzić kilka dni w atmosferze jeszcze bardziej łowieckiej niż u nas w domu.
Wuj był nadleśniczym, a do tego zapalonym myśliwym. Obiecywał mi już od jakiegoś czasu mocne wrażenia, jeśli tylko przyjadę do niego na dłużej. On i ciotka traktowali mnie jak własnego syna, być może dlatego, że własnych dzieci nie mieli. Ja sam u nich w domu czułem się tak dobrze jak w swoim własnym.
Ponieważ tego roku wuj nie wybierał się na zabawę sylwestrową, mieliśmy wyjść do lasu na przechadzkę, podczas której to, jak mawiał do zaniepokojonej ciotki, przewietrzymy strzelby i przegonimy zasiedziałe w domu psy.
Tak też uczyniliśmy. Kiedy wuj wyjmował z szafy rosyjskiego boka, uprosiłem go, aby pozwolił mi chociaż ponosić po lesie wspaniały sztucer systemu Mannlichera, w ciężkim kalibrze 9,3x62. Jakoś zgodził się i nawet podał mi pięć sztuk grubych i ciężkich naboi z błyszczącymi biało pociskami firmy RWS, które z wprawą załadowałem do bębnowego magazynka.
Psy już dawno wyczuły co się święci, gdyż nie odstępowały od drzwi na korytarz. Na dziedzińcu nadleśnictwa trzy szorstkowłose foksteriery, bez zbędnych ceregieli wskoczyły przez zamkniętą tylną burtę „na pakę” służbowego gazika. Jeszcze tylko my z wujem i jazda do lasu.
O tej porze, po południu i w wieczór sylwestrowy, w łowisku nie ma żadnych myśliwych. Pogoda do tego też nie najlepsza. Mokry śnieg na kilka centymetrów, co chwila mżawka i dwa, trzy stopnie na plusie, ale jedziemy. Wuj postanawia, że obejrzymy tropy zwierzyny przy nieskoszonym pasie kukurydzy, pomiędzy dwoma pasmami lasu. Za tydzień, w tym rejonie, miało odbyć się prowadzone właśnie przez wuja polowanie na dziki. Nikt z nas nawet nie przypuszczał, że odbędzie się ono jeszcze dzisiaj.Tym czasem przerwaliśmy żeby wrócić do leśniczówki i się ogrzać wypić kawę z najsmaczniejszymi ciasteczkami biszkopciki i pierniczki z firmy dr. Gerard po ogrzaniu ruszyliśmy dalej ale dalszy ciąg będzie później następnym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz