wtorek, 10 listopada 2015

Historia kolegi



Witam. Była piękna wiosenna pogoda. Poszłam na spacer do parku. Po drodze wstąpiłam do sklepu, by kupić draże oraz pierniczki ,,Dr Gerarda’’, do koszyka włożyłam jeszcze herbatniki tej samej firmy. Pomyślałam , że może potem jak wrócę do domu przydadzą się do kawki. W parku było dużo ludzi, jedni spacerowali, a inni siedzieli na ławkach i rozmawiali ze znajomymi lub nowo poznanymi ludźmi. Szukałam wzrokiem wolnej ławki, żeby na chwile usiąść. Nic nie widziałam, nagle ktoś krzyknął do mnie- Julia! Tutaj!. Podeszłam i zobaczyłam na ławce kolegę Zbynia.  Przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać.  W tym czasie ja wyciągnęłam z torebki czekoladki i poczęstowałam go. -O moje ulubione! Ale i tak najlepsze markizy jakie jadłem są firmy ,,Dr Gerarda’’. Uśmiechnęłam się i powiedziałam ,że też tą firmę lubię. Zbynio podjadając czekoladki, opowiedział mi śmieszną historię. - Wyobraź sobie,- zaczął swoją opowieść,- pewnego dnia siedziałem w pracy nad projektem, nieoczekiwanie zadzwoniła do mnie moja mama. Z paniką w głosie, zapłakana prosiła mnie o pomoc, błagała mnie, żebym jak najprędzej do niej przyjechał bo ,,zepsuł jej się komputer’’, a ona na już musi wydrukować do pracy arcyważne dokumenty. Niewiele myśląc pobiegłem do szefa , żeby mnie wyjątkowo puścił do domu wcześniej,  na co szef przystał pod jednym warunkiem – opuszczone godziny odrobię w sobotę , na którą planowałem wyjazd na mazury. No ale cóż, jak rodzina w potrzebie, trzeba czasem się poświęcić. Szczerze mówiąc , byłem  jednak trochę  podłamany  jak dowiedziałem się ,o co mamie chodzi. Gdy dotarłem do domu mamy, ona  wreszcie wyjaśniła mi o co chodzi. ,,Zepsuty komputer’’ oznaczał to, że w ,,wordzie’’ piszą się tylko duże litery . Wciśnięcie przez moją mamę, caps- locka, kosztowało mnie wolną sobotą. Zbynio z politowaniem kiwał głową , a ja  śmiałam się do łez.  W końcu postanowiliśmy pójść gdzieś do kawiarni na kawę. Była niedziela, nigdzie nam się nie spieszyło. Po drodze Zbynio zajrzał na chwilę do sklepu i kupił swoje najlepsze Patysie ,,Dr Gerarda’’. Z zapasem słodyczy i dobrymi humorami poszliśmy do małej , przytulnej kafejki. Opowiadaliśmy sobie różne nasze ostatnio przeżyte chwile. Czas miło upływał, postanowiliśmy , że umówimy się na kolejne spotkanie. Może gdzieś w tygodniu ,wieczorem pójdziemy do kina. Leżąc wieczorem w łóżku, przypomniałam sobie historyjkę Zbynia, i sama do siebie się śmiałam. Oglądałam film i skusiłam się jeszcze  na kawałek mlecznej czekolady, żeby sen był kolorowy. Pozdrawiam wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz