Witam.
Była piękna wiosenna pogoda. Poszłam na spacer do parku. Po drodze wstąpiłam do
sklepu, by kupić draże oraz pierniczki ,,Dr Gerarda’’, do koszyka włożyłam
jeszcze herbatniki tej samej firmy. Pomyślałam , że może potem jak wrócę do domu
przydadzą się do kawki. W parku było dużo ludzi, jedni spacerowali, a inni
siedzieli na ławkach i rozmawiali ze znajomymi lub nowo poznanymi ludźmi.
Szukałam wzrokiem wolnej ławki, żeby na chwile usiąść. Nic nie widziałam, nagle
ktoś krzyknął do mnie- Julia! Tutaj!. Podeszłam i zobaczyłam na ławce kolegę
Zbynia. Przywitaliśmy się i zaczęliśmy
rozmawiać. W tym czasie ja wyciągnęłam z
torebki czekoladki i poczęstowałam go. -O moje ulubione! Ale i tak najlepsze
markizy jakie jadłem są firmy ,,Dr Gerarda’’. Uśmiechnęłam się i powiedziałam
,że też tą firmę lubię. Zbynio podjadając czekoladki, opowiedział mi śmieszną
historię. - Wyobraź sobie,- zaczął swoją opowieść,- pewnego dnia siedziałem w
pracy nad projektem, nieoczekiwanie zadzwoniła do mnie moja mama. Z paniką w
głosie, zapłakana prosiła mnie o pomoc, błagała mnie, żebym jak najprędzej do
niej przyjechał bo ,,zepsuł jej się komputer’’, a ona na już musi wydrukować do
pracy arcyważne dokumenty. Niewiele myśląc pobiegłem do szefa , żeby mnie
wyjątkowo puścił do domu wcześniej, na
co szef przystał pod jednym warunkiem – opuszczone godziny odrobię w sobotę ,
na którą planowałem wyjazd na mazury. No ale cóż, jak rodzina w potrzebie,
trzeba czasem się poświęcić. Szczerze mówiąc , byłem jednak trochę
podłamany jak dowiedziałem się ,o
co mamie chodzi. Gdy dotarłem do domu mamy, ona
wreszcie wyjaśniła mi o co chodzi. ,,Zepsuty komputer’’ oznaczał to, że
w ,,wordzie’’ piszą się tylko duże litery . Wciśnięcie przez moją mamę, caps-
locka, kosztowało mnie wolną sobotą. Zbynio z politowaniem kiwał głową , a
ja śmiałam się do łez. W końcu postanowiliśmy pójść gdzieś do
kawiarni na kawę. Była niedziela, nigdzie nam się nie spieszyło. Po drodze
Zbynio zajrzał na chwilę do sklepu i kupił swoje najlepsze Patysie ,,Dr Gerarda’’. Z zapasem słodyczy i dobrymi humorami poszliśmy do małej
, przytulnej kafejki. Opowiadaliśmy sobie różne nasze ostatnio przeżyte chwile.
Czas miło upływał, postanowiliśmy , że umówimy się na kolejne spotkanie. Może
gdzieś w tygodniu ,wieczorem pójdziemy do kina. Leżąc wieczorem w łóżku,
przypomniałam sobie historyjkę Zbynia, i sama do siebie się śmiałam. Oglądałam
film i skusiłam się jeszcze na kawałek
mlecznej czekolady, żeby sen był kolorowy. Pozdrawiam wszystkich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz