Wyprawa
na festyn.
Dlaczego
wyprawa a nie wyjazd rodzinny? Dosłownie to była przeprawa. Od rana
nic nam się nie kleiło. Po pierwsze troch sobie po leniuchowaliśmy
i już wszystko się przesunęło o kolejne godziny. Potem późne
śniadanie i ja bez kawy si nie ruszam nigdzie. To kawa z
pierniczkami i rurkami DR GERARDA i
już się wszyscy rozbiegali do swoich zajęć.
Pogoda
też nie zachęcała nikogo do wyjścia z domu pochmurno, wietrznie i
zimno. Koło
trzynastej wyjrzało słońce koniec jedziemy. Jak
dzisiaj nie pojedziemy na ten festyn to potem już nie ma kiedy. I
tak ponad czterdzieści minut jechaliśmy do Biskupina na szesnasty
już festiwal archeologiczny, który w tym roku związany miał być
z smakami z
przeszłości.
Kolejki
i jeszcze raz kolejki do kas po bilety. Mnóstwo
zwiedzających małych i większych. W
czasie takiego festynu przyjeżdżają
do
tej osady
osoby, które kontynuują stare dawne zwyczaje związane
z kulturą łużycką.
Osada
cała zbudowana jest z bal drewnianych, pomosty drewniane pozostało
kilka chat wyłożonych w środku słomą.
Osada
cała drewniana otoczona jest też takim murem obronnym a wokoło
jeziorem. Warto
przyjechać i zwiedzić nie tylko w czasie festynu. Jednak
kiedy taki się odbywa można zobaczyć jak wyrabiało się sznury,
że tym zajmował się powroźnik i również on suszył w soli ryby
jak i kobiety, które zajmowały się tkactwem na starych krosnach
lub garncarz.
Dzieci mogły same wypróbować
jak lepi się
naczynia gliniane. Świetna
zabawa mój syn nie chciał wyjść bo
tak mu się to spodobało.
Nawet
ulepił garnuszek do domu. Wiele
było atrakcji w kolejnym pocie
jeszcze kilka opiszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz