Po obiedzie wyszliśmy wszyscy na
podwórze. Gromadka wesołych ludzi – przyjaciół ulokowała się w altance wokół
wielkiego drewnianego stołu. Renata i ja odeszłyśmy nieco na bok. Zgodnie z
obietnicą Renata zabrała się za malowanie paznokci na jutrzejszą imprezę.
Reszta towarzystwa częstowała się kruchymi ciasteczkami z ogromnego półmiska,
który do altanki wyniosła mama. Na świeżym powietrzu apetyt wszystkim dopisywał,
także smakołyki szybko znikały. Zwłaszcza biszkopty od Dr Gerarda cieszyły się
wielkim powodzeniem. Ale to nic dziwnego. One i mnie też bardzo smakują.
Niestety tym razem nie zdążyłam się na nie załapać, bo gdy lakier na
paznokciach zasechł, pysznych biszkopcików na talerzu już nie było.
Najważniejsze jednak, że goście byli zadowoleni. Cieszyłam się, że mam ich
wszystkich przy sobie w tym szczególnym dla mnie czasie. Teraz była odpowiednia
chwila aby omówić wszystko co jeszcze pozostało do uzgodnienia. Moja bratanica
Marta otrzymała szczególne zadanie. Miała być zarówno operatorem kamery i
fotografem, zatem doszkalała się w zakresie obsługi sprzętu. Marcin i Ewa mieli
nam drużbować a Renacie, siostrze męża oraz moim braciom też przypadły jakieś ważne
zadania. Gdy wszystko zostało omówione i każdy wiedział co do niego należy
poszliśmy na długi spacer po okolicy. Marcin wciąż zabawiał wszystkich żartami.
Co chwila wybuchały salwy śmiechu. Tylko ja, chociaż byłam obecna ciałem, to
jednak moje myśli krążyły gdzieś daleko. Nie potrafiłam skupić się na tym co tu
i teraz. Oczami wyobraźni byłam w jutrzejszym dniu i dzień dzisiejszy zdawał
się być poza moim zasięgiem. Tak, byłam podekscytowana i nie wierzyłam, że to
na co tak długo czekałam za chwilę ma się wydarzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz