wtorek, 15 września 2015

Słodkie urwisy cd.

Witam. Oto dalsza część mojej opowieści. Kiedy przyszedł ten dzień mojej opieki nad skarbami Uli, byłam lekko podenerwowana. Za godzinę miały przyjechać dzieci. I tak też się stało. Od samego progu poczuły się jak u siebie.  Zaczęłam z nimi żartować , zaprowadziłam ich do salonu. Ela ucałowała je po kolei i zamknęła za sobą drzwi. Moi goście rozsiadły się na kanapie. Zapytałam na co mają ochotę, nie wiedziały. Więc musiałam wziąć w swoje ręce ich rozbawienie. Na początku zajęliśmy się układaniem klocków, ale to się szybko znudziło, więc zaczęliśmy malować. Dzieci wytrzymały godzinkę. Ja w tym czasie ugotowałam kisiel z owocami , do picia podałam im sok malinowy z wodą gazowaną.. Kiedy zjadły ze smakiem, postanowiłam wybrać się z nimi na spacer. Poszliśmy na plac zabaw. Pogoda była piękna słoneczna. Dzieciaczki były przeszczęśliwe. Biegały śmiały się . W końcu przybiegły do mnie , wtedy dałam im najsmaczniejsze  rurki oraz markizy firmy ,,Dr Gerard”.  Patrzyłam z ciekawością, czy im smakują i okazało się że bardzo. Wpadłam na pomysł , że po zabawie pójdziemy do sklepu i jeszcze kupimy produkty tej firmy.. Dzieci zjadły i pobiegły dalej się bawić.  Zbliżał się czas obiadu, zawołałam dzieci , w drodze do domu wstąpiliśmy do sklepu po łakocie. Dzieci powybierały sobie to na co miały ochotę. Asia wybrała  najsmaczniejsze rurki waflowe, Jaś  najlepsze krakersy , a ja wzięłam czekoladki. Oczywiście wszystko firmy ,, Dr Gerard’’. Po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu, zaczęła się uczta. Oglądania i smakowania nie było umiaru. Moja siostra zadzwoniła i poprosiła mnie , żeby dzieci zostały na noc. Musiała zostać na noc w szpitalu. Zdenerwowałam się. W ostateczności wszystko wyszło dobrze. Siostra zdrowa, dzieci szczęśliwe. Pozdrawiam


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz