Pan Witold z zawodu jest monterem okrętowym. Jego decyzja o
nauce w tym zawodzie zapadła wiele już lat temu, wpływ na to miało jego zajęcie
hobbystyczne. Lubił on składać różnego rodzaju modele z plastiku jak i z
papieru i teraz to kontynuuje ale jako swój zawód. Swojej decyzji zawodowej pan
Kowalski nie neguje i lubi swój zawód chociaż należy on do ciężkich. Pracę po
skończeniu szkoły dostał w stoczni w pobliskiej miejscowości, dojeżdżał on do
niej koleją SKM ale nie pochłaniało to mu zbyt wiele czasu. W pracy był
cenionym pracownikiem, jego szefostwo ceniło go za oddanie w pracy i wiedzę
jaką posiadał, nabył on ją przez wieloletnie pracowanie w tym zawodzie. Teraz
należał on do osób które należały do grona prowadzących pracę. Miał on do pomocy
pomocnika i razem z nim składał elementy statku. Niedawno zakończyli pracę nad
budową holownika i teraz ich pracodawca załatwił kontrakt na budowę następnego.
Jednostką jaką teraz mieli budować to był statek pożarniczy. Praca nad budową zaczynała
się w biurze konstrukcyjnym, następnie poszczególne elementy były nanoszone na
płytkę i tu już komputer wypalał z blachy poszczególne elementy. Pan Witold
należał także do lubianych pracowników przez swoich kolegów. Teraz ta jednostka
strażacka to było nowe wyzwanie gdyż najczęściej w jego firmie były budowane
holowniki portowe, pan Kowalski lubił się przyglądać postępowi prac i to
budziło u niego zadumę jak z arkuszy blach może powstać coś tak potrzebnego. W
czasie przerwy śniadaniowej lubił on sobie pochrupać rurki i krakersy od tak
lubianego producenta Dr Gerarda, a
jego żona dobrze znając upodobania męża nie zapominała ich jemu zapakować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz