czwartek, 10 września 2015

Słodkie urwisy

Witam wszystkich serdecznie. Któregoś ranka, kiedy siedziałam przed komputerem , cichaczem podjadałam ulubione kruche ciasteczka firmy ,,Dr Gerard”. Dlaczego cichaczem, niestety mam problemy z cukrem i w domu chowają wszystkie rzeczy ,które są słodkie. Niby jestem dorosła i wiem co to oznacza, mimo wszystko czasami podjadam sobie. Sami wiecie jak to jest, zakazany owoc smakuje najlepiej. I tego właśnie dnia zadzwoniła moja  siostra ,prosząc mnie o zajęcie się jej dziećmi. Sama musiała pojechać do szpitala zrobić okresowe badania, przynajmniej tak mi mówiła. Mąż siostry jest za granicą, a więcej nie ma rodziny, która mogłaby zająć się jej dziećmi. Trochę się tego obawiałam ,ponieważ moja siostra  ma dwójkę słodkich rozrabiaków. Dziewczynka ma pięć latek, a chłopczyk siedem lat. Często widuję się z nimi, więc one mnie znają  i lubią ,a ja ich. Ale jednak to obowiązek i wielka odpowiedzialność. W końcu zgodziłam się.  Nie wiedziałam jak spędzić ten czas by się nie nudziły u mnie w domu. U mnie, bo tak wolałam. Pomyślałam o tym , by zabrać je na   plac zabaw, który znajduje się na moim osiedlu. Plac zabaw tylko wtedy, kiedy będzie pogoda. Pomyślałam też o pokoju zabaw , w centrum handlowym, lub prywatnym , który znajdował się niedaleko mojego mieszkania. Postanowiłam też, zakupić drobne prezenty, w postaci malowanek , kredek oraz plasteliny. I z czystym sumieniem mogłam w sklepie kupić trochę słodyczy ,,Dr Gerarda”, kupiłam rurki i wafle, miałam dobry pretekst, przecież to dla dzieci. I jak zaplanowałam, tak też zrobiłam. Teraz spokojnie czekałam na dzień , w którym będę się opiekować małymi skarbami. Martwiłam się o swoją siostrę, ale wierzyłam , że badania stwierdzą , że wszystko jest w porządku.  O tym jak spędziłam ten dzień i czy wszystko u siostry jest ok., napiszę w kolejnym poście. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz