piątek, 11 września 2015

Pierwsza eskapada




   Pierwszą rowerową eskapadę rozpoczęliśmy od „penetracji” ziemi zamojskiej – Roztocza. Część znajomych przemieściła się tam publicznymi środkami lokomocji, lecz po przyjeździe na miejsce, mieli w planie wypożyczenie jednośladów. Druga część wybrała się samochodami i motocyklami, z planem identycznym jak poprzednia zgraja – w sensie przesiadki na bicykle. Najambitniejsza trzecia grupa – postanowiła, że od samego początku wierna będzie tylko i wyłącznie rowerom. Pierwszym punktem wspólnym na mapie jest Susiec. „Wspólnym” – jeśli chodzi o miejscowość, bo noclegi były rozproszone w różnych miejscach tego uroczego i nadzwyczaj spokojnego miasteczka. Umówiliśmy się tak, że zbierzemy się wszyscy – na dworcu kolejowym o 18:00 na stacji Susiec. Do tej pory każdy mógł sobie robić co zechce. Dlatego też – jedni pojechali najpierw do Zamościa, bo jeszcze nigdy tam nie byli. Drudzy znów zaczęli od Horyńca, przez Bełżec – aby dojechać w końcu do celu. A jeszcze inni – przybyli prosto do z góry wyznaczonego miejsca, nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Już po siedemnastej zaczęłli się schodzić pierwsi. Grzesiek i Sandra opowiadali o tym, jak zwiedzili niemiecki obóz zagłady w Bełżcu. Miejsce to zrobiło na nich mocne wrażenie. Miło wypowiadają się również o uzdrowisku w Horyńcu. Waldek i Ela, z wesołymi minami ukazali się zza węgła dworca. Byli oni w Zamościu. Zaczęli opowiadać o bajecznie wyglądającym rynku, oraz zamojskim ZOO. Dorota i Wiesiek natomiast, mieli trochę kwaśne miny. Przyznali oboje że doszło między nimi do małej sprzeczki. Wiesiek wyobrażał sobie, że zaraz jak przyjedzie, to poprosi gospodynię o jajecznicę z jeszcze ciepłych jajek, na swojskim świeżutkim masełku. Jak się jednak okazało, to mogło wszystko pozostać w swerze jego marzeń, bo tam gdzie mieszkają to w promieniu 500m nikt nie chowa nawet pół kury! Jajka i owszem – wiejskie, ale kupione na bazarze i schłodzone w lodówce. A masło – również „wiejskie”, lecz w kostce ze sklepu… Podobno gdzieś na drugim końcu Suśćca może da się kupić z samego rana jeszcze ciepłe jajka… Chłopak był markotny na Dorotę, bo to ona właśnie wybrała to miejsce.

   Już minęła szósta – układamy plan na jutro. Najpierw wybieramy szefa eskapady – jednogłośnie został nim wybrany Waldek. Od teraz, to co powie kierownik jest „święte” i niepodważalne! Waldek zna te okolice jak „własną kieszeń”, więc na miano kierownika nadaje się jak znalazł. Z tej okazji, Waldek postawił dwie paczki ciastek firmy Dr. Gerard! Były to: „Mafijne” oraz „Pryncypałki”. Na ten gest, każdy się ucieszył. Najbardziej ze wszystkich jednak Wiesiek, który zapomniał nawet o chwilach zawodu dzisiejszego dnia.

   Kierownik Waldek obwieścił ustnie plan dnia jutrzejszego – stopnie na Tanwii i okolice. I to byłoby na tyle. Pierwszy dzień eskapady zakończony – pozostało ich jeszcze 11!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz