Pierwszą rowerową
eskapadę rozpoczęliśmy od „penetracji” ziemi zamojskiej – Roztocza. Część
znajomych przemieściła się tam publicznymi środkami lokomocji, lecz po
przyjeździe na miejsce, mieli w planie wypożyczenie jednośladów. Druga część
wybrała się samochodami i motocyklami, z planem identycznym jak poprzednia
zgraja – w sensie przesiadki na bicykle. Najambitniejsza trzecia grupa –
postanowiła, że od samego początku wierna będzie tylko i wyłącznie rowerom.
Pierwszym punktem wspólnym na mapie jest Susiec. „Wspólnym” – jeśli chodzi o
miejscowość, bo noclegi były rozproszone w różnych miejscach tego uroczego i
nadzwyczaj spokojnego miasteczka. Umówiliśmy się tak, że zbierzemy się wszyscy
– na dworcu kolejowym o 18:00 na stacji Susiec. Do tej pory każdy mógł sobie
robić co zechce. Dlatego też – jedni pojechali najpierw do Zamościa, bo jeszcze
nigdy tam nie byli. Drudzy znów zaczęli od Horyńca, przez Bełżec – aby dojechać
w końcu do celu. A jeszcze inni – przybyli prosto do z góry wyznaczonego
miejsca, nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Już po siedemnastej zaczęłli
się schodzić pierwsi. Grzesiek i Sandra opowiadali o tym, jak zwiedzili
niemiecki obóz zagłady w Bełżcu. Miejsce to zrobiło na nich mocne wrażenie.
Miło wypowiadają się również o uzdrowisku w Horyńcu. Waldek i Ela, z wesołymi
minami ukazali się zza węgła dworca. Byli oni w Zamościu. Zaczęli opowiadać o
bajecznie wyglądającym rynku, oraz zamojskim ZOO. Dorota i Wiesiek natomiast,
mieli trochę kwaśne miny. Przyznali oboje że doszło między nimi do małej
sprzeczki. Wiesiek wyobrażał sobie, że zaraz jak przyjedzie, to poprosi
gospodynię o jajecznicę z jeszcze ciepłych jajek, na swojskim świeżutkim
masełku. Jak się jednak okazało, to mogło wszystko pozostać w swerze jego
marzeń, bo tam gdzie mieszkają to w promieniu 500m nikt nie chowa nawet pół
kury! Jajka i owszem – wiejskie, ale kupione na bazarze i schłodzone w lodówce.
A masło – również „wiejskie”, lecz w kostce ze sklepu… Podobno gdzieś na drugim
końcu Suśćca może da się kupić z samego rana jeszcze ciepłe jajka… Chłopak był
markotny na Dorotę, bo to ona właśnie wybrała to miejsce.
Już minęła szósta –
układamy plan na jutro. Najpierw wybieramy szefa eskapady – jednogłośnie został
nim wybrany Waldek. Od teraz, to co powie kierownik jest „święte” i
niepodważalne! Waldek zna te okolice jak „własną kieszeń”, więc na miano
kierownika nadaje się jak znalazł. Z tej okazji, Waldek postawił dwie paczki
ciastek firmy Dr. Gerard! Były to: „Mafijne” oraz „Pryncypałki”. Na ten gest,
każdy się ucieszył. Najbardziej ze wszystkich jednak Wiesiek, który zapomniał
nawet o chwilach zawodu dzisiejszego dnia.
Kierownik Waldek
obwieścił ustnie plan dnia jutrzejszego – stopnie na Tanwii i okolice. I to
byłoby na tyle. Pierwszy dzień eskapady zakończony – pozostało ich jeszcze 11!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz