poniedziałek, 7 września 2015

pechowy poniedziałek


Dzisiaj od samego rana miałam zły dzień. Nawet można go nazwać dniem pechowym. Wczoraj nie chciało mi się przygotowywać ubrania do pracy, więc dzisiaj z samego rana w biegu zaczęłam prasować spodnie. Jak to czasami bywa niechcąco dotknęłam żelazkiem bluzki i powstała dziurka. Wprawdzie bardzo mała, ale na środku mojej ulubionej bluzeczki. Już musiałam się z nią pożegnać, chociaż niedawno ją kupiłam. Podenerwowana poszłam na autobus na który bym się spóźniła, gdyby przyjechał punktualnie. Pracuje w sklepie biedronka. Wykładam towar, obsługuje na kasie. Jednym słowem robię wszystko co inne koleżanki. W pracy nawet dobrze dzień minął i już prawie zapomniałam o rannych zajściach. Wracając do domu kupiłam dzieciom kruche ciasteczka w czekoladzie mlecznej o nazwie malti keks i pryncypałki od znanego producenta Dr. Gerarda. Dzieci podgrzały sobie i zjadły zupę. Nie  gotowałam drugiego dania, bo mnie bardzo bolała głowa. Już miałam wziąść sobie tabletkę przeciwbólową i położyć się na pół godziny. Niestety nie dane mi było, bo mąż przyleciał z piwnicy i powiedział, że zamrażarka odmroziła się. Miałam w niej truskawki i inne rzeczy. Szybko połknęłam lekarstwo i pobiegłam do  piwnicy. Na posadzkę  wypłynęła woda z sokiem truskawkowym. Musiałam truskawki szybko włożyć do innej zamrażarki, wszystko wyjąć i umyć zamrażarkę. Jak się okazało, to dzień wcześniej wyjmowałam chleb i nie domknęłam drzwi. Po godzinnej mozolnej pracy w końcu przyszła pora na odpoczynek. Zrobiłam herbatkę sobie i mężowi. Z siatki wyjęłam ulubione ciasteczka Dr. Gerarda. Wszystkim rozdzieliłam po dwa ciastka z każdego gatunku, a resztę schowałam. Muszę w ten sposób postępować, ponieważ zjedliby ciastka wszystkie od razu.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz