Następnego dnia obudziłam się
wyspana jak mało kiedy. To zmiana pogody, która w nocy przyniosła ochłodzenie i
deszcz miała na mnie taki pozytywny wpływ. Od rana byłam w dobrym nastroju i co
najważniejsze mogłam działać. Razem z mężem załatwiliśmy kilka najpilniejszych
spraw. Jego siostra wszędzie nam towarzyszyła. Przed powrotem do mieszkania na
jej prośbę wstąpiliśmy do sklepu spożywczego. Wychodząc szwagierka niosła ze
sobą ogromną torbę wypełnianą słodyczami. Około godziny dwunastej przyjechał
mój brat i samochodem zabrał naszą trójkę do rodziców na obiad. Te wszystkie
słodkości to prezent na powitanie mojej rodziny. Bratanice: Marta i Ola od razu
wyszperały coś ulubionego dla siebie. Kremisie od Dr Gerarda to jest to co
lubią moje kochane małolaty najbardziej. Mamie do gustu przypadły Pierniczki
również od wspomnianego producenta wyrobów cukierniczych. Reszta rodzinki także
znalazła coś pysznego dla siebie. Mama zaprosiła nas na obiad do pokoju
gościnnego. Ja jednak zostałam aby pomóc mamie w kuchni. Szybko zorientowałam
się że moja pomoc jest zbyteczna. Ola z Martą sprawnie mnie wyręczyły. Wróciłam
więc do stołu. Po chwili swoje miejsca przy stole zajęła moja rodzinka. Gdy
wszyscy byliśmy w komplecie rozpoczęliśmy ucztowanie. Z każdą minutą czuliśmy
się coraz swobodniej a gdy bratowa przyniosła wino rozmowa potoczyła się
jeszcze lepiej. Żal mi było odjeżdżać. Najchętniej zatrzymałabym się na wsi na
trochę dłużej. Zwłaszcza, że szwagierka najwidoczniej czuła się tu bardzo
dobrze. Niestety następnego dnia czekały nas nowe obowiązki i nowe sprawy do
załatwienia. Dlatego wieczorem brat odwiózł nas do miasta, do mieszkania. Po
intensywnie przeżytym dniu zasnęliśmy jak niemowlaki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz