wtorek, 8 września 2015

Wakacje cz. II

Dzień dobry. Witam serdecznie w dobrym nastroju, ponieważ nasza reprezentacja wygrała kolejny mecz w eliminacjach do Mistrzostw Europy. A my z synem tradycyjnie oglądaliśmy to spotkanie zaopatrzeni w najsmaczniejsze WAFLE firmy „dr Gerard”. Na balkonie powiewała flaga biało – czerwona, tylko nie mogliśmy używać trąbki, ponieważ córka już spała. Po zwycięstwie 8 do 1 Polacy nadal są na drugim miejscu w tabeli, zaraz po Niemcach. O tym, że jesteśmy chorzy na piłkę nożną przekonała się moja rodzinna w czasie wakacji w Jastarni. Gdy dojechaliśmy do pensjonatu, pokój był przygotowywany dla nas. Zostawiliśmy bagaże, w oczekiwaniu na zameldowanie nie chcieliśmy tracić czasu, zmieniliśmy obuwie i poszliśmy na plażę. Miasteczko to w czasie lata staje się centrum handlowym, zatem po drodze musieliśmy kupić pierwsze pamiątki. Zgadnijcie, co kupił mój syn? Oczywiście piłkę nożną. Nieważne, że w domu ma już pięć piłek. Nie spakował żadnej do plecaka, więc powiększył swoją kolekcję. I tak zamiast moczyć się w wodzie, biegaliśmy po piasku za piłką. Tylko kilka razy wszedłem z córeczką, ale tylko do kolan, bo woda miała 11 stopni. Dziewczyny nie były zbyt zadowolone z nas. Uważały, że je zaniedbujemy. Co robić? Kupiliśmy plastikowe kółko do rzucania „frisbee” i to też był trafiony zakup. Jak to bywa w każdym tygodniu jest czwartek, a tego dnia odbywały się mecze Ligi Europejskiej. W tych rozgrywkach uczestniczą dwie polskie drużyny: Legia i nasz Lech. Co zrobiliśmy? Zorganizowaliśmy spacerek do Biedronki po BISZKOPTY i WAFLE ulubionej firmy „dr Gerard”, dziewczynom kupiliśmy kandyzowane owoce i krzyżówki, aby się nie nudziły. Wieczór i telewizor był nasz. Która z Pań by przypuszczała, że pojedzie na wakacje, aby oglądać mecze? A która z Was byłaby z tego zadowolona? Moja żona jest wyrozumiała, sama pochodzi z piłkarskiej rodziny. Jej dziadek był założycielem Ludowego Klubu Sportowego, gdzie grali jego synowie, zięciowie a potem wnuki i prawnuki. Więc piłka zawsze jej towarzyszyła. A teraz i nasz syn jest piłkarzem i zadebiutował już w rozgrywkach ligi orlika.
Jak mówi przysłowie: „Niedaleko spada jabłko od jabłoni”.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy oglądają mecze a w szczególności małżonki, za to, że na to nam pozwalają. L K

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz