POGADANKI NA WSI
Chciałam tak ciekawą ofertą ze związku niewidomych pochwalić się rodzicom i koleżankom w pracy. Z odpowiednią adnotacją przesłałam emaila dalej. Nazajutrz dotarłam do pracy dwadzieścia minut przed czasem. Koniecznie chciałam w spokoju wypić kubek gorącej kawy i przemyśleć wydarzenia z poprzedniego dnia. Wiadomo, że najlepiej myśli mi się kiedy podjadam kruche ciasteczka, więc zapobiegliwie zaopatrzyłam się po drodze w przepyszne Maltikeks produkowane przez dobrze nam znaną firmę Dr Gerard. Gotowa do boju, do burzy mózgu, wygodnie usiadłam przy stole w pokoju socjalnym. Wiem, że dzieciaki na wsi mają mniejszą szansę zobaczyć psa przewodnika na ulicach podczas codziennej pracy. Problem tylko w tym, czy dyrekcja przedszkola i oczywiście rodzice, będą zainteresowani tematem. Pani Katarzyna wstępnie wyraziła zgodę na przeprowadzenie pogadanki w przedszkolu w mojej rodzinnej wsi. Muszę jedynie zadbać o dojazd Grety ze swoją panią. Dla mnie to nie problem, przecież mam samochód. Chętnie zawiozę i odwiozę tak sympatyczny duet. Problem jest ze zgraniem czasu, który wszystkich zadowoli. Mi będzie najtrudniej, wiąże się to bowiem z dniem wolnym od pracy. Co prawda mam jeszcze urlop, ale nie planowałam go w tym terminie. Zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że nie mogę nadużywać wyrozumiałości szefa. Muszę to jakoś rozsądnie rozwiązać. Ważne, aby te dzieciaki mogły wziąć udział w tak interesującym spotkaniu. Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Lubię działać, nie czekać . Tym razem muszę dać za wygrane i tylko czekać na odzew z przedszkola. Jedynie mogę spokojnie wszystko przedyskutować z dziewczynami z pracy. Zobaczymy co da się zrobić z tym fantem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz