sobota, 12 września 2015

Do "szumów"




   Susiec – bardzo spokojna miejscowość, pełna zieleni. Idealne miejsce na wypoczynek o każdej porze roku. Mnóstwo lasu z bogatą roślinnością, w których wiele ptactwa i dzikiej zwierzyny. Miejscowość bogata kulturowo i historycznie. Susiec położony jest w południowo wschodniej części województwa lubelskiego, na pograniczu Roztocza Środkowego i Wschodniego w Puszczy Solskiej, należącej do Roztoczańskiego Parku Narodowego. Oaza spokoju! W okresach od wiosennego do jesiennego, wymarzone miejsce dla turystyki rowerowej i pieszej. Zimą – znakomite miejsce do uprawiania narciarstwa biegowego.

   Umówiliśmy się wszyscy, że punktem zbiórki będzie zawsze dworzec na stacji kolejowej. Kierownik Waldek wyznaczył, że mamy spotkać się o ósmej rano. Prawie wszyscy byli punktualnie. „Prawie” – gdyż Dorota z Wieśkiem spóźnili się dwie minuty. Kierownik Waldek obiecał, ż wymyśli im za to jakąś karę. Para D-W zaczęła protestować, lecz kiedy dotarły do nich słowa kierownika Waldka że kara może ulec nasileniu, to dali sobie spokój. Protestowali też inni, twierdząc że skoro są nakładane kary, to powinny być też i nagrody. Kierownik stwierdził, że pomyśli nad taką karą, żeby ta dla reszty automatycznie była nagrodą.

   „Szumy na Tanwi” – to cel naszej dzisiejszej wyprawy. Dylematem było to, którym szlakiem mamy tam dotrzeć. Stanęło jednak na tym, że podążymy tam wzdłuż rzeki Jeleń. Okazało się jednak, że jest to, co najwyżej strumyk. Na stopniu wodnym mierzącym około 1,5 m, swoje popisy pokazywały pstrągi strumieniowe, często przekraczając wysokość progu. W miejscach gdzie woda była bardziej stojąca, dostrzec można było wodną florę i faunę. Ścieżka była przeważnie mocno piaszczysta, dlatego nasze pojazdy przez większą część trasy trzeba było prowadzić. Na mocno nagrzanej słońcem polance, postanowiliśmy, że przez akademicki kwadrans damy sobie odpocząć. Każdy szukał odrobiny cienia. Większego problemu ze znalezieniem go jednak nie było, bo wokół był dość gęsty las porośnięty borowiną. Grzesiek poszedł w głąb lasu, by załatwić „pewną sprawę”. Dobrze że – jak na kulturalnego turystę przystało – zabrał do plecaka saperkę. Sandra upatrzyła sobie już swoje miejsce. Jednak wrzasnęła na cały głos, kiedy zbliżyła się do niego. Okazało się, że chyba kilka setek kolorowych motyli w jednym momencie poderwało się do góry! Wyglądało to tak, jakby wiatr z potężną siłą uderzył w stertę liści. Chyba jakieś miejsce godowe miały te kolorowe owady… Dorota z Wieśkiem rozsunęli plecak i postanowili zwilżyć gardła napojowymi zapasami. Wiesiek na dodatek nie oparł się pokusie zjedzenia kilku krakersów „Classic” produkowanych przez Dr. Gerarda. Kierownik Waldek zaczął szukać czegoś gwałtownie w swojej torbie. Zaklął na koniec pod nosem i rzucił ze złością torbę w piach. Okazało się, że zapomniał zabrać swoich ciastek – za co oberwało się też i Eli! Z ratunkiem pospieszył mu szybko Wiesiek, proponując do wyboru – krakersy albo markizy. Poczęstował się po jednym. Do „szumów” pozostało jeszcze nieco ponad 500m.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz