Po ubraniu się i wzięciu do siateczki słodkości od ich tak
lubianego producenta łakoci jakim jest Dr Gerard takich jak pryncypałki i
kremisie ruszyli oni do drzwi wejściowych. Tu po dokładnym ich zamknięciu i
sprawdzeniu czy są dobrze zamknięte ruszyli oni schodami klatki schodowej do drugich
drzwi prowadzących na podwórze. Nie trwało to długo bo musieli zejść schodami z
pierwszego piętra gdy dotarli do tych drzwi. Po wyjściu na podwórze ich twarze
zalały promyki jesiennego słońca. Teraz poczuli się rześko i ruszyli w stronę
stacji kolejki SKM. Po kupnie biletu wyszli oni na peron skąd miał odjechać ich
pociąg. Nie minęło pięć minut jak ich pociąg wjechał na stację, a oni zajęli
miejsca. Zaraz po zajęciu miejsca siedzącego pan Witold sięgnął do siateczki i
wyciągnął pryncypałek, którego to zaczął zajadać. Pani Krystyna powiedziała z
uśmiechem, łakomczuchu zostaw trochę na potem, a on odwzajemnił jej uśmiech
mówiąc , takim łakociom trudno się oprzeć. Kolejka SKM ruszyła i zaczęli
podążać do swojego miejsca wyprawy. Po dwudziestu minutach byli już w miejscu
docelowym, teraz pozostało im tylko do przejścia kawałek drogi aby znaleźć się
nad morzem. Od morza wiał lekki wiaterek ale promyki słońca rekompensowały tą
niedogodność. Najpierw spacerowali oni po bulwarze oczywiście nie zapominając o
swojej słodkiej przekąsce. Potem swoje kroki skierowali do basenu gdzie były
przycumowane jachty. Tu rzeczywiście było co podziwiać od małych jednostek po
dość sporych rozmiarów, a przy niektórych krzątała się ich obsługa. Gdy już
skończył im się zapas słodkości od Dr Gerarda, a oni zrobili się trochę głodni
udali się na obiad do restauracji. Zarówno pan Witold jak i pani Krystyna byli
zadowoleni z tak spędzonego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz