Na początku października pogoda uległa
znacznemu pogorszeniu. Upalne dni zamieniły się w zimną deszczową pogodę. Mój organizm nie zdążył się
przestawić i zachorowałam. Leżałam w łóżku z dużym katarem oraz gorączką. Bolały
mnie wszystkie mięśnie. Widocznie w
powietrzu panuje jakiś wirus. Nie miałam ochoty na czytanie lub oglądanie
telewizora. Taki stan utrzymywał się około tygodnia. Wyleżałam się w łóżku, aż zaczęły
mnie boleć plecy. Obsługiwała mnie trzynastoletnia
córka Marysia i dwunastoletnia Beatka. W końcu moje zdrowie uległo poprawie.
Wtedy zajęłam się domowymi obowiązkami. Musiałam doprowadzić dom do porządku. Najpierw
włączyłam pralkę. Wyszorowałam porządnie łazienkę. Potem skierowałam się nad
pracą w kuchni. Tam najwięcej poświęcam czasu na sprzątanie. Prawie codziennie
trzeba wyszorować kuchenkę gazową, umyć naczynia oraz podłogę. Dwa dni później
zachorowała Beatka, a potem Marysia.
Leżały przez parę dni w gorączce. Żeby
umilić im przymusowe leżenie w łóżku postanowiłam upiec jakieś szybkie ciasto.
Długo się nad tym zastanawiałam co to ma być. Wczoraj mąż kupił ciasteczka i
włożył do szafki. Zaglądnęłam do niej i zobaczyłam dwie paczki biszkoptów
morelowych z polewą i herbatniki maślane wszystko produkcji Dr. Gerarda.
Uśmiechnęłam się na ten widok i już miałam pomysł. Z litrowego kubusia
zielonego i trzech budyniów w śmietankowych ugotowałam budyń. Do gorącego
wsypałam galaretkę agrestową i porządnie zmiksowałam. Na dnie blaszki wyłożyłam biszkopty morelowe
polewą do góry. Lekko ciepły budyń wyłożyłam na biszkopty. Na masę ułożyłam te
same biszkopty morelowe na wierzch polewą. Ciasto już gotowe pozostawiłam w
chłodnym miejscu do stężenia. Na drugi dzień ukroiłam po kawałeczku i zaniosłam
dziewczynkom. Z radością jadły pyszne ciasto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz