sobota, 8 października 2016

grypa



Na początku października pogoda uległa znacznemu pogorszeniu. Upalne dni zamieniły się w zimną  deszczową pogodę. Mój organizm nie zdążył się przestawić i zachorowałam. Leżałam w łóżku z dużym katarem oraz gorączką. Bolały  mnie wszystkie mięśnie. Widocznie w powietrzu panuje jakiś wirus. Nie miałam ochoty na czytanie lub oglądanie telewizora. Taki stan utrzymywał się około tygodnia. Wyleżałam się w łóżku, aż zaczęły mnie boleć plecy. Obsługiwała mnie  trzynastoletnia córka Marysia i dwunastoletnia Beatka. W końcu moje zdrowie uległo poprawie. Wtedy zajęłam się domowymi  obowiązkami.  Musiałam doprowadzić dom do porządku. Najpierw włączyłam pralkę. Wyszorowałam porządnie łazienkę. Potem skierowałam się nad pracą w kuchni. Tam najwięcej poświęcam czasu na sprzątanie. Prawie codziennie trzeba wyszorować kuchenkę gazową, umyć naczynia oraz podłogę. Dwa dni później zachorowała Beatka, a potem  Marysia. Leżały przez parę dni w gorączce.  Żeby umilić im przymusowe leżenie w łóżku postanowiłam upiec jakieś szybkie ciasto. Długo się nad tym zastanawiałam co to ma być. Wczoraj mąż kupił ciasteczka i włożył do szafki. Zaglądnęłam do niej i zobaczyłam dwie paczki biszkoptów morelowych z polewą i herbatniki maślane wszystko produkcji Dr. Gerarda. Uśmiechnęłam się na ten widok i już miałam pomysł. Z litrowego kubusia zielonego i trzech budyniów w śmietankowych ugotowałam budyń. Do gorącego wsypałam galaretkę agrestową i porządnie zmiksowałam.  Na dnie blaszki wyłożyłam biszkopty morelowe polewą do góry. Lekko ciepły budyń wyłożyłam na biszkopty. Na masę ułożyłam te same biszkopty morelowe na wierzch polewą. Ciasto już gotowe pozostawiłam w chłodnym miejscu do stężenia. Na drugi dzień ukroiłam po kawałeczku i zaniosłam dziewczynkom. Z radością jadły pyszne ciasto.











   









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz