Z dnia na dzień zrobiło się chłodno. Koniecznie trzeba
pomyśleć o grubszych ubraniach na zimę. Wykorzystując wolną sobotę postanowiłam
schować letnie ubrania i wyjąć grubsze. Wzięłam drabinkę i delikatnie
wyjmowałam rzeczy z górnej półki. Natomiast na to miejsce wkładałam ubrania na
lato. Później to samo zrobiłam z ubraniami dzieci. Wojtuś lat pięć chodzi w
ubrankach po swoim braciszku Marcinku lat siedem. Wielkie porządki zajęły mi
całą sobotę. Przy okazji zorientowałam się co trzeba z ubrań dokupić na zimę.
Marcinek wyrósł z kozaków, kurtki, spodni, a Wojtusiowi trzeba kupić dwa
sweterki do przedszkola. Ja bym się rozejrzała za krótkimi kozaczkami na
jesienną porę. W następną słoneczną sobotę po śniadaniu wyruszyliśmy na duże
zakupy. Po dłuższych namowach mąż Kamil pojechał razem z nami. Ucieszyłam się
bardzo, że zdołałam go przekonać. Nie lubi chodzić godzinami po sklepach.
Najpierw szukaliśmy ubrań dla maluchów. Po dłuższych buszowaniach na różnych stoiskach
w końcu starszemu synowi kupiliśmy kurtkę, kozaki i spodnie. Młodszemu
natomiast bluzę z kapturem. Mąż kupił sobie dżinsy do pracy. Ja niestety nic ciekawego
nie zauważyłam dla siebie. Na koniec zrobiliśmy zakupy spożywcze. Oczywiście nie
zapomnieliśmy o smacznych andrutach kokosowych i ciastkach
francuskich posypanych sezamem produkcji Dr. Gerarda. Pociechy już nie mogły
doczekać się, aby jakąś paczkę otworzyć. Stanęliśmy w długiej kolejce do kasy.
Na szczęście szybko przesuwała się do przodu. W samochodzie już dłużej chłopcy
nie wytrzymali i otworzyli andruty kokosowe. Jadąc do domu chrupaliśmy słodkie
ciasteczka, aż zostało po nim puste opakowanie. Resztę słodyczy schowałam, aby
ich nie kusiło. Stopniowo częstuje dzieci, by mieli jak najdłużej coś
słodkiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz