Zajrzeliśmy również do jednej Bacówki, w której jest wypas około dwóch tysięcy owiec. Z oddali słychać różnorodny dźwięk dzwonków, które to owce mają pod szyją, aby z daleko można było słyszeć gdzie one się pasą. Widok przepiękny, a jeszcze te cudowne, mądre, pasterskie psy, które swoich owiec nie opuszczają ani na krok, cały czas je strzegąc. To już koniec wypasu owiec tego lata i jesieni. Mieszkaliśmy w niedużej miejscowości niedaleko Nowego Targu. Ludzie bardzo mili i uprzejmi. Jak to zwykle bywa na wsi. Wszelkiego rodzaju spotkania najczęściej dochodzą do skutku przychodząc do wiejskiego sklepu. Tak też było i w naszym przypadku.
Wieczorem poszliśmy do sklepu na zakupy. Tam spotkaliśmy bardzo miłą panią, którą to wszyscy na wsi nazywają ciotką Hanką. Zaczęliśmy z nią rozmawiać, a ona nam mówi, że może byśmy ją odwiedzili w jej domu to ona nam poopowiada dużo różnych ciekawych historii dotyczących okolic i ludzi tam mieszkających. Bardzo chętnie, powiedziałam. Umówiłyśmy się na następny dzień na godz. !9.
Z samego rana wysłałam męża, aby pojechał do Nowego Targu i kupił coś słodkiego, bo jak to tak z pustą ręką w gości to nie uchodzi. Mąż kupił same pyszne rzeczy Dr Gerarda. Przepyszne ciastka markizy, które są sklejone bardzo smacznym kremem, biszkopty, które same rozpływają się w ustach, pryncypałki, wspaniałe czekoladowe pałeczki ,wafle, czekoladowe kuleczki maltikeks i różnego rodzaju kruche ciastka Dr Gerarda.
Pani Hania nie mogła się nachwalić smaku naszych ciastek Dr Gerarda. Obiecałam, że jak przyjedziemy następnym razem to jej przywiozę dużo różnych innych słodyczy Dr Gerarda.
Wieczór minął bardzo miło, Od pani Hani dowiedzieliśmy się dużo różnych ciekawych opowieści.
Mężowi najbardziej podobała się góralska gwara, którą to pani Hania z nami rozmawiała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz