Witam
serdecznie. Tradycją już się stało, że po przebudzeniu i porannej kawie sięgam
po ulubione Kremisie ,,Dr Gerard”. Dzisiaj opiszę moje doświadczenie związane z
pójściem córki do przedszkola. Było to dawno, ale dziś wzięło mnie na
wspomnienia. Moje dziecko w tym momencie studiuje, ale wtedy chodziło do
drugiej grupy przedszkolnej. Pewnego razu postanowiliśmy, że rozpocznie
edukację. Gdy udało dostać się do placówki przedszkolnej byliśmy bardzo
zadowoleni, ponieważ w naszym mieście brakowało miejsc w przedszkolach.
Wybraliśmy się, aby zobaczyć salę, w której miała przebywać. Klasa była właśnie
przygotowywana do zajęć, ekipa sprzątająca myła okna, odkurzała dywany, myła
podłogi. Moja córeczka była zachwycona, chciała być pomocną i coś tam próbowała
pomóc. Paniom bardzo podobała się postawa mojej małej córeczki. Oczywiście nie
mogliśmy długo pomagać i córka wyszła
niepocieszona. Po kilku pierwszych dniach nauki w przedszkolu, moja córcia
pochwaliła się, że Panie wychowawczynie nauczyły dzieci myć rączki, ząbki i
korzystać z toalety. Moje pierwsze skojarzenia były: no ładnie musi wyglądać ta
łazienka !. Mojej małej ,najbardziej podobało się mycie rączek, ponieważ mieli
ładnie pachnące mydło w płynie i można wycisnąć dużo mydła na rączkę. Zapytałem,
a kto uzupełnia mydło w płynie? Odpowiedziała, że każde dziecko ma przynieść
wyprawkę higieniczną i podała mi karteczkę z listą potrzebnych rzeczy. Na tej
liście jak pamiętam było tego sporo. Córka opowiedziała mi, jaką super zabawę
miał jakiś chłopczyk, rozwijając papier toaletowy. Niestety Wychowawczyni nie
podzielała tego entuzjazmu i kazała mu uzupełnić papier toaletowy we wszystkich
kabinach. Córeczka była szczęśliwa, że jest już dużą dziewczynką i po myciu
rączek sama myje umywalkę i zostawia po sobie porządek. Niestety taka
czyścioszka była tylko w przedszkolu, w domu bałaganiła za trzech. To były
fajne czasy, jak mówią małe dzieci mały kłopot itd. A na te kłopoty najlepsze
są Witaminki i markizy firmy ,,Dr Gerard”. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz