W sobotę obudził mnie dzwonek do drzwi. Na początku myślałam,
że przyśniło mi się. Gdy kilka razy zabrzęczał, to krzyknęłam zaraz, zaraz i
pobiegłam do wyjścia. W drzwiach stała zapłakana sąsiadka. Wpuściłam ją do
środka, a ja poszłam nałożyć na siebie szlafrok. W kuchni zrobiłam jej herbatę
miętową, a sobie kawy. Była dopiero godzina szósta rano. Od paru lat żyjemy w
serdecznej przyjaźni. Pomagamy sobie nawzajem w trudnych chwilach. Teraz ona
potrzebuje odemnie wsparcia. Opowiedziała mi, że dostała silnych bóli brzucha.
Mąż jest na delegacji i nie ma przy kim zostawić trójkę malutkich dzieci.
Dlatego nie zadzwoniła na pogotowie. Namówiłam ją, żeby przed południem
przyprowadziła mi maluchy, a sama udała się do szpitala. Będą pod moją opieką,
dopóki nie wyzdrowieje. Mam dwoje starszych dzieci w wieku szkolnym, które
pomogą mi w opiece. W trakcie rozmowy przyjechał mąż z nocnej zmiany.
Opowiedzieliśmy mu całą smutną historię. Pocieszył ją i powiedział, że może na
nas liczyć. Szybko wskoczyłam w ubrania i razem poszłyśmy. Przerażona byłam jej
bólem. Tabletki pomagały tylko na kilka godzin, potem ból powracał.
Pomogłam w pakowaniu najważniejszych
ubranek dzieci. Ona przygotowała sobie rzeczy do szpitala, gdyby była taka
potrzeba. Martwiłam się, ale jej to nie okazywałam. Po śniadaniu zaproponowałam
maluszkom wycieczkę do mojego domku. Z chęcią zgodziły się. Wojtuś ma 4 latka,
Marysia z Kasią są bliźniaczkami mają po 6 lat. Moje córki opiekowały się
dziećmi. Ja skupiłam się nad gotowaniem obiadu. Szukałam w Internecie jakiegoś
przepisu. Otworzyłam główną stronę Dr. Gerarda i w deserotece zwróciłam uwagę
na wyjątkowo ciekawy deser. Były to zawijasy drożdżowe z drażetkami
maltikeks.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz