wtorek, 16 lutego 2016

Przypadkowe spotkanie.

Był chłodny zimowy poranek jak zwykle moja żona wychodzi na zakupy.. Termometr wzkazywał - 10 stopni mrozu. Ubrałam ciepła kurtkę, czape i rękawiczki. Jak co dzień, Gdy wybijała godz. 7.00 wyruszałam na zakupy. Zawsze chodziłam w jedno miejsce. Do stojącego niedaleko od mojego blokowiska Supermarketu. Pomimo wczesnej Pory zatłoczony byl sklep. Przy kasie, jakiś obcy mężczyzna krzyczał na strefy, dalej płakało dziecko, Natomiast przy wejściu samym na ławce siedział pan Marcin, wiecznie zapracowany historyk. Byl pogrążony w wyjątkowo gruba książkę. Wrzuciłam do koszyka parę i produktów niezbędnych w tym także najsmaczniejsze ciasteczka rurki waflowe i markizy z firmy dr. Gerard i ruszyłam do sprzedawczyni. Kora sprzedawała tu od zawsze. Każdego dnia uśmiechała się do mnie iz radością w głosie wypytywała co u mnie słychać. Idąc już ulica do mieszkania, nagle zadzwoniła moja komórka. Próbowałam bardzo szybko i sprawnie przekładać koszyk z zakupami z jednej ręki do drugiej, w poszukiwaniu zagubionego telefonu w torebce. Nie zdążyłam. Dzwonek zamilkł. Szłam cały czas spoglądając do bagaży. W pewnym momencie w wszystko upadło mi na ziemię. Zrozumiałam iż się zdeżyłam z kobietą idącą  prosto na mnie. Miała czarne włosy gęste i zielone oczy. Gdzieś już widzialam ta dziewczyne, pomyślałam. Ale wtedy ona rzuciła mi się na szyje i zaczęła piszczeć, a nawet krzyczeć. Po Krótkiej się dowiedziałam chwili, chodziłysmy razem ze do szkoły przez 3 lata. Karolina, bo tak miała na ime, zaprosiła mnie do pobliskiej kawiarni. Udsiadłyśmy przy stoliku i złożyłyśmy zamówienie kawę i ciasteczka z firmy dr.GERARD pierniczki i śliwka czekolada.. I poczęłyśmy zacięcie rozmawiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz