Za oknem pociągu płynął zimowy
krajobraz. Przez szyby do pustego przedziału wpadało czerwonawe światło zachodzącego
słońca. Czułam się być oczarowana tym widokiem i tą nieco nostalgiczną atmosferą. Pociąg sennie sunął do celu a ja razem z nim.
Mój wierny towarzysz podróży wyciągnął słodkie przekąski i ułożył przede mną na
stoliku. Z zamyślenia przeniosłam swoją uwagę na mój ulubiony Pryncytorcik Dr
Gerarda. Mąż powiedział, że pora coś zjeść. Zanurzyłam zęby w kruchym,
rozpływającym się w ustach wafelku. Poczułam przyjemność z delektowania się
przepysznym, słodkim ciasteczkiem. Tak. Mogłabym chrupać je na okrągło. Gdy
skończyłam degustację zasnęłam nie wiadomo kiedy i nie wiem jak długo spałam.
Gdy otworzyłam oczy za oknem było już ciemno. Mąż uprzedzając moje pytanie sam
powiedział, że za chwilę dojedziemy na miejsce. Wzięłam łyk wody by nawilżyć
usta. Ogrzewanie pociągu sprawiło, ze zaschło mi w gardle. Mąż podsunął mi pod
nos Pryncypałki classic Dr Gerarda. On wie, że ogromnie za nimi przepadam.
Ostatnio znalazłam nawet na Deserotece przepis na pyszne trufle z gorzkiej
czekolady z chrupiącymi kawałkami Pryncypałek, które są naprawdę przepyszne.
Podziękowałam mu mówiąc, że muszę zacząć się ubierać. Widziałam jak pasażerowie
powoli zaczynają przemieszczać się w stronę wyjścia. Po chwili z innymi ludźmi
staliśmy pod drzwiami w oczekiwaniu na postój pociągu. Zastanawiałam się czy
nasi przyjaciele będą już czekać na nas na peronie. Pociąg ciężko i powoli
wtaczał się na stację. Przejeżdżaliśmy przez niejedną zwrotnicę zanim
zatrzymaliśmy się na peronie. Nie zauważyliśmy za oknem nikogo znajomego, ale
wiedzieliśmy, że ktoś czeka na nas na pewno. Marcin przed chwilą dzwonił do męża
w tej sprawie. Odnaleźliśmy się w tłumie i uścisnęliśmy się rzewnie na
powitanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz