wtorek, 16 lutego 2016

podróże kształcą

Zima w tym roku jest wyjątkowo łagodna. Ja nie tęsknię za dużym mrozem lecz lekki mrozik wpłynąłby korzystnie na zdrowie. Dzieci nie miały okazji pojeździć na sankach, nartach, ani ulepić bałwana. W ferie jeździłam z dwójką dzieci Moniką i Bartkiem na basen. Także pojechaliśmy do rodziców męża na cały tydzień do Jastrzębiej Góry. Była to wyprawa zaplanowana  przed świętami Bożego Narodzenia. W tym celu wcześniej kupiliśmy bilety z Krakowa do Gdańska na pociąg pentolino. Dla maluchów było to wielkie przeżycie. Wszystkim się interesowały i chciały chodzić po pociągu. Musieliśmy ich powstrzymywać. Mąż wziął najpierw córkę na spacer po pociągu, a potem syna. W połowie jazdy minęły emocje i delikatny ruch ukołysał ich do snu. Ja też zapadłam w lekki sen. Tylko mąż nad nami czuwał. W Gdańsku  czekaliśmy około dwóch godzin na autobus do Jastrzębiej Góry. Poszliśmy z dziećmi do baru na herbatę. Nasze pociechy już były bardzo zmęczone podróżą i marudziły. Bartek był u dziadków rok temu, a Monika odwiedza ich pierwszy raz. Jest małą dziewczynką, bo ma dopiero trzy lata. Szczęśliwie zajechaliśmy na miejsce. Dziadek z babcią przywitali nas serdecznie. Sami mieszkają chociaż mieli pięcioro dzieci. Wszystko  rozproszyło się po całej Polsce. Jedynie najmłodszy syn mieszka Gdyni. Jest dla nich podporą, bo często ich odwiedza z rodziną. Na drugi dzień postanowiłam upiec coś do kawy. Wyjęłam swój laptop i myszką wyruszyłam na poszukiwanie ciekawego przepisu. Na głównej stronie Dr. Gerarda w deserotece wykopałam sernik na zimno z tęczowych galaretek z biszkoptami. Wygląda wspaniale i na pewno smakuje wyśmienicie. Zapisałam potrzebne do kupienia produkty. Zrobię im słodką niespodziankę.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz