wtorek, 9 lutego 2016

Ostatki.

Dzień dobry, dzisiaj Ostatki, śledzik i Koza. Jeśli nie wiecie, Koza jest to tradycyjny na Kujawach pochód przebierańców. Na czele maszeruje człowiek przebrany za Kozę, występują również Para Młodych, Niedźwiedzie, kominiarz, diabeł z batem, Dziad i Baba i muzykanci. Jest dużo śmiechu, krzyku, gdy diabeł goni dzieciaki lub młode dziewczyny. Zdarzało się, że gdy młodzież rzucała śnieżkami w korowód. To nie jeden dostał batem po nogach czy plecach. Dobrze się składa, że moje mieszkanie jest dobrym punktem obserwacyjnym. Z moich okien widać całe to widowisko i można jednocześnie pić kawkę z dobrym ciasteczkiem od „dr Gerard”. Ale zanim przejdzie Koza, inną tradycją jest smażenie pączków lub chruścików. Więc gdy odprowadziłem córeczkę do przedszkola, gdzie dzisiaj mają bal karnawałowy, przyszedłem do Babci pomóc przy chrustach. Okazało się, że było już po pracy. Moja rodzicielka nie mogła w nocy spać i od świtu ugniatała ciasto. O godzinie ósmej było skończone. Babcia myśli o całej swojej rodzinie i jest przygotowana. Dla dzieci, które nie przepadają za takimi słodyczami, kupiła Zwierzaki Maślane firmy „dr Gerard”, dla karmiącej mamy, kupiła „wit’AM” musli mleko czekolada, aby nie narażać dziecka na niestrawność. Podziwiam Babcię. Ja też muszę się pilnować z jedzeniem pączków z różaną marmoladą, gdyż jestem na diecie, a nie umiem odmówić sobie własnych wypieków. Dlatego koniec karnawału jest szczególnie trudny dla mnie. Mama smaży, teściowa smaży, żona kupuje a ja wszędzie gdzie się nie odwrócę widzę PĄCZKI. Takie piękne, okrągłe, z lukrem lub cukrem pudrem, albo ze skórką pomarańczową lub z czekoladą, nadziewane czekoladą, adwokatem czy dżemem lub marmoladą. Jaką trzeba mieć silną wolę, aby ich nie jeść?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz