Dzień dobry,
dzisiaj Ostatki, śledzik i Koza. Jeśli nie wiecie, Koza jest to tradycyjny na
Kujawach pochód przebierańców. Na czele maszeruje człowiek przebrany za Kozę,
występują również Para Młodych, Niedźwiedzie, kominiarz, diabeł z batem, Dziad
i Baba i muzykanci. Jest dużo śmiechu, krzyku, gdy diabeł goni dzieciaki lub
młode dziewczyny. Zdarzało się, że gdy młodzież rzucała śnieżkami w korowód. To
nie jeden dostał batem po nogach czy plecach. Dobrze się składa, że moje
mieszkanie jest dobrym punktem obserwacyjnym. Z moich okien widać całe to
widowisko i można jednocześnie pić kawkę z dobrym ciasteczkiem od „dr Gerard”.
Ale zanim przejdzie Koza, inną tradycją jest smażenie pączków lub chruścików. Więc
gdy odprowadziłem córeczkę do przedszkola, gdzie dzisiaj mają bal karnawałowy,
przyszedłem do Babci pomóc przy chrustach. Okazało się, że było już po pracy.
Moja rodzicielka nie mogła w nocy spać i od świtu ugniatała ciasto. O godzinie
ósmej było skończone. Babcia myśli o całej swojej rodzinie i jest przygotowana.
Dla dzieci, które nie przepadają za takimi słodyczami, kupiła Zwierzaki Maślane
firmy „dr Gerard”, dla karmiącej mamy, kupiła „wit’AM” musli mleko czekolada,
aby nie narażać dziecka na niestrawność. Podziwiam Babcię. Ja też muszę się
pilnować z jedzeniem pączków z różaną marmoladą, gdyż jestem na diecie, a nie
umiem odmówić sobie własnych wypieków. Dlatego koniec karnawału jest
szczególnie trudny dla mnie. Mama smaży, teściowa smaży, żona kupuje a ja
wszędzie gdzie się nie odwrócę widzę PĄCZKI. Takie piękne, okrągłe, z lukrem
lub cukrem pudrem, albo ze skórką pomarańczową lub z czekoladą, nadziewane
czekoladą, adwokatem czy dżemem lub marmoladą. Jaką trzeba mieć silną wolę, aby
ich nie jeść?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz