Dzień dziecka to dla rodziców i samych dzieci wielka radość. Od
urodzenia rodzice obserwują jak maleństwo rozwija się, Są przy ząbkowaniu,
stawianiu pierwszych kroków, wypowiadaniu pierwszych słów. Gdy już maluszek idzie
do przedszkola opiekunowie martwią się czy dziecko będzie chciało zostać. Na pewno początkowe dni
są bardzo trudne. Z czasem przyzwyczaja się i poznaje rówieśników. Dziecko
chętniej chodzi do przedszkola. Tak zaobserwowałam moją trójkę maluchów Kasię
lat cztery, Wojtuś sześć, Marysia osiem. Są dla nas całym życiem. Choć nie
możemy być ciągle z nimi, ponieważ pracujemy, a oni chodzą do przedszkola,
szkoły. W tym roku Międzynarodowy Dzień Dziecka przypadał w środę dlatego w
niedzielę poszliśmy z naszymi pociechami do wesołego miasteczka. Potem
wstąpiliśmy do sklepu spożywczego. Najstarsza córka wrzuciła do koszyka
herbatniki o smaku morelowym, witaminki truskawka produkcji Dr. Gerarda. Często
kupuję słodycze tego producenta pewnie dlatego też je wzięła. Prezenty dla
pociech były wcześniej kupione i dopiero pierwszego czerwca daliśmy im. Marysi
kupiliśmy wrotki, kask, nałokietniki i nakolanniki. Od dawna chciała dostać
taki prezent, ale ja bałam się. W tej chwili też będę żyła w niepewności
podczas jej jazdy. Wojtusiowi rowerek, Kasi hulajnogę. Widziałam w ich oczach
wielką radość. Na deser upiekłam gofry z dżemem i bitą śmietaną. Oczywiście na
drugi dzień dzieci chwaliły się swoimi prezentami. Dużo tłumaczyłam, że są
rodzice, których nie stać na bogate prezenty i smutno im. Najmłodsza Kasia
chciała pożyczyć swojej koleżance z przedszkola hulajnogę, by mogła sobie
pojeździć. Dziewczynki umówiły się w parku w sobotę. Poszłam z Kasią na
umówioną godzinę i poznałam matkę koleżanki. Dziewczynki jeździły na
hulajnodze, a my rozmawiałyśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz