środa, 15 czerwca 2016

Kuzyn - Jacek




   Jacek jest moim kuzynem z którym od dziecka jesteśmy zżyci, bardziej jak brat z bratem. Razem przygotowywaliśmy się do lekcji, razem chodziliśmy na „balangi”, dyskoteki… Bardzo często razem również psociliśmy… Niedługo po studiach rozstaliśmy się, bo Jacek zmuszony był wyjechać – na tak zwany „Zachód”. Ostatnio widzieliśmy się 12 lat temu.

   Od rana ktoś usiłował się do mnie dodzwonić .Byłem w trakcie śniadania, kiedy telefon zadzwonił po raz pierwszy. Nie krzątałem się za bardzo, bo był to jakiś „numer nieznany”. Za chwilę telefon zadzwonił ponownie, ale akurat przygotowywałem sobie niezwykle pyszne ciasteczka – wafle – firmy Dr. Gerard. Takiej przyjemności nikt nie jest w stanie mi zakłócić! Kiedy wróciłem, to miałem dwie nieodebrane rozmowy, oraz e-maila o treści: „Nie mogę się do ciebie dodzwonić, jeśli możesz, to odzwoń pod na (i tu podany ten numer który dzwonił wcześniej) – Jacek”.

   Często jak wspominam nasze „stare dzieje”, to przypomina mi się taka jedna sytuacja… To jedna z lżejszych gatunkowo historii – Jacek miał któreś tam urodziny. Gościna była zaplanowana na sobotę, lecz dokładnie wypadało to akurat we czwartek – o piętnastej dziesięć. Jacek bardzo mnie prosił, abym był 5-10 minut wcześniej. Salon był tyle co odnowiony i posprzątany. Wszystko lśniło się i pachniało świeżością. Kiedy zbliżałem się, to zauważyłem że kuzyn już mnie wyczekuje. Był w domu sam a na stole stała butelka schłodzonego szampana. Jacek powiedział, że zbliża się ten dokładny czas… Spojrzał na zegar i minutę wcześniej – czyli o 15:09 – złapał butelkę stojącą na stole i wstrząsnął ją mocno kilka razy. Przeraziłem się, bo w oczach już miałem obraz roztrzaskującej się pod wpływem ciśnienia butelki! Jacek stwierdził tylko, że – „ten moment musi zagrzmieć wielkim hukiem”! I ledwo co poluzował zabezpieczenie na korku – a jego marzenie się spełniło. Korek głośno wystrzelił a zawartość butelki zaczęła tryskać niczym fontanna! Zaskoczony kuzyn chciał zapobiec tym skutkom i odruchowo przycisną dłoń do wylotu flaszki. Nie dał jednak rady całkiem zatkać a skutek okazał się całkowicie odwrotny od zamierzonego. Zawartość butelki tryskała jak fontanna, albo nawet jak gejzer, z którego ciecz wytryskuje pod ogromnym ciśnieniem. Dosłownie w dwie sekundy byliśmy obaj tak mokrzy, jakbyśmy wyszli spod prysznica. My – to jeszcze „mały pryszczyk”! Lecz najgorsze było to, że cały salon – który jeszcze przed momentem wyglądał cudownie – również był cały spryskany szampanem, włącznie z sufitem! Chcieliśmy jakoś szybko zaprowadzić porządek, ale zadanie było mocno utrudnione, z takiego powodu, że szampan był czerwony. Jak spojrzałem wokół, to poczułem się jak w rzeźni! Za kilka minut ciocia z wujem wrócili z pracy. Oj – dostało się nam wtedy!

   Wafla Dr. Gerarda poprawiłem jeszcze ciastkiem kokosowym, po czym niezwłocznie złapałem za telefon i zadzwoniłem do kuzyna…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz