Jacek jest moim
kuzynem z którym od dziecka jesteśmy zżyci, bardziej jak brat z bratem. Razem
przygotowywaliśmy się do lekcji, razem chodziliśmy na „balangi”, dyskoteki…
Bardzo często razem również psociliśmy… Niedługo po studiach rozstaliśmy się,
bo Jacek zmuszony był wyjechać – na tak zwany „Zachód”. Ostatnio widzieliśmy
się 12 lat temu.
Od rana ktoś usiłował się do mnie dodzwonić .Byłem
w trakcie śniadania, kiedy telefon zadzwonił po raz pierwszy. Nie krzątałem się
za bardzo, bo był to jakiś „numer nieznany”. Za chwilę telefon zadzwonił
ponownie, ale akurat przygotowywałem sobie niezwykle pyszne ciasteczka – wafle –
firmy Dr. Gerard. Takiej przyjemności nikt nie jest w stanie mi zakłócić! Kiedy
wróciłem, to miałem dwie nieodebrane rozmowy, oraz e-maila o treści: „Nie mogę
się do ciebie dodzwonić, jeśli możesz, to odzwoń pod na (i tu podany ten numer
który dzwonił wcześniej) – Jacek”.
Często jak wspominam nasze „stare dzieje”, to
przypomina mi się taka jedna sytuacja… To jedna z lżejszych gatunkowo historii
– Jacek miał któreś tam urodziny. Gościna była zaplanowana na sobotę, lecz
dokładnie wypadało to akurat we czwartek – o piętnastej dziesięć. Jacek bardzo
mnie prosił, abym był 5-10 minut wcześniej. Salon był tyle co odnowiony i
posprzątany. Wszystko lśniło się i pachniało świeżością. Kiedy zbliżałem się,
to zauważyłem że kuzyn już mnie wyczekuje. Był w domu sam a na stole stała
butelka schłodzonego szampana. Jacek powiedział, że zbliża się ten dokładny
czas… Spojrzał na zegar i minutę wcześniej – czyli o 15:09 – złapał butelkę
stojącą na stole i wstrząsnął ją mocno kilka razy. Przeraziłem się, bo w oczach
już miałem obraz roztrzaskującej się pod wpływem ciśnienia butelki! Jacek
stwierdził tylko, że – „ten moment musi zagrzmieć wielkim hukiem”! I ledwo co
poluzował zabezpieczenie na korku – a jego marzenie się spełniło. Korek głośno
wystrzelił a zawartość butelki zaczęła tryskać niczym fontanna! Zaskoczony
kuzyn chciał zapobiec tym skutkom i odruchowo przycisną dłoń do wylotu flaszki.
Nie dał jednak rady całkiem zatkać a skutek okazał się całkowicie odwrotny od
zamierzonego. Zawartość butelki tryskała jak fontanna, albo nawet jak gejzer, z
którego ciecz wytryskuje pod ogromnym ciśnieniem. Dosłownie w dwie sekundy
byliśmy obaj tak mokrzy, jakbyśmy wyszli spod prysznica. My – to jeszcze „mały
pryszczyk”! Lecz najgorsze było to, że cały salon – który jeszcze przed
momentem wyglądał cudownie – również był cały spryskany szampanem, włącznie z
sufitem! Chcieliśmy jakoś szybko zaprowadzić porządek, ale zadanie było mocno
utrudnione, z takiego powodu, że szampan był czerwony. Jak spojrzałem wokół, to
poczułem się jak w rzeźni! Za kilka minut ciocia z wujem wrócili z pracy. Oj –
dostało się nam wtedy!
Wafla Dr. Gerarda
poprawiłem jeszcze ciastkiem kokosowym, po czym niezwłocznie złapałem za
telefon i zadzwoniłem do kuzyna…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz