wtorek, 10 maja 2016

Seans filmowy.

            Dzień dobry, czy taki dobry? Upał, duszno, nie mam, czym oddychać. Wiem, że są osoby lubiące taką pogodę. Ja się do nich nie zaliczam. Jestem alergikiem i nie cierpię wiosny i lata. Lubię za to andruty kokosowe od „dr Gerard”, bo jestem łakomczuchem. Dziś rano ledwo otworzyłem oczy, mój kochany Tomek podniósł mi ciśnienie. Gdy wróciłem z bułeczkami u progu zaatakował mnie pytaniem, czy mogę oglądać film? Nie lubię, gdy moje dzieci naciągają mnie. Tata kupisz? Tata mogę? Tata w necie albo tylko jeden filmik. Zaraz się denerwuję. A wystarczy, gdy usiądziemy przy śniadaniu czy obiedzie i na spokojnie rozmawiamy, co chcemy dzisiaj robić? Więc gdy już usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać, uzgodniliśmy, że dzisiaj po południu mamy seans filmowy. Ostatnio kupiliśmy płytę z filmem Alwin i wiewiórki… Teraz będzie można go obejrzeć. Będąc na spacerze mam zadanie, kupić napoje i najlepsze przekąski do filmu. Nasz wybór padł na smakołyki „dr Gerard”. Nie za słodkie „Krakersy kanapki pomidorowe” i dla dzieciaczków „Biszkopty morelowe z białą polewą”. Wszystkie zaplanowane zajęcia i zadania domowe, musimy zrobić do godziny 17tej. Następnie prysznic, szykowanie kanapek i ciastek oraz popitki. A o godzinie 18tej gasimy światło i zaciągamy rolety i rusza rodzinny seans filmowy. Zapomniałem o najważniejszym. Wyłączenie telefonów. Nie mogę pozwolić by ktoś nam przeszkadzał. Znając życie komórki by dzwoniły, co pięć minut. A może zaszaleję i na kolację zrobię gołąbki? Albo zlecę Babci, aby je przygotowała.

     Wszystko zaplanowane, zakupy zrobione, najlepsze przekąski do filmu też przygotowane, kolację odbiorę, gdy będę wracał z przedszkola. Teraz czekam na wspólne oglądanie. Proszę. Trzymajcie kciuki, aby wszystko nam się udało. Dziękuję. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz