Szpital
Wczoraj wieczorem zadzwoniła mama z wiadomością, że ojciec bardzo źle się poczuł. W brew protestom ojca wezwała pogotowie. Ojciec od dawna miał problem z krążeniem i niebezpieczne skoki ciśnienia. Przybyły na miejsce lekarz zdecydował o przewiezieniu ojca do szpitala. Tam miał mieć zrobione wstępne badania i konsultacje specjalisty. Ruszyłam w drogę od razu po otrzymaniu tej niepokojącej wiadomości. Znalazłam ojca na izbie przyjęć czekającego na badania. Lekarz dyżurny poinformował mnie o podejrzeniu niewielkiego udaru mózgu. Zapadła decyzja o pozostawieniu ojca w szpitalu na obserwację na kilka dni. Ojciec oczywiście buntował się jak dziecko. Protestował i przekonywał, że czuje się całkiem dobrze a to zmęczenie zaraz mu przejdzie. Musiałam włożyć sporo wysiłku, aby wyperswadować mu powrót do domu. Obiecałam, że zostanę z nim tak długo jak będzie trzeba, a rano przywiozę mu potrzebne rzeczy. Tak też się stało. Poczekałam aż, pod wpływem leków, spokojnie zaśnie na szpitalnym łóżku. Jego stan zdrowia był cały czas monitorowany przez specjalistyczną aparaturę. Wróciłam do domu , aby zabrać psa. Potem pojechałam do domu rodziców. Z mamą byłam cały ten czas w kontakcie telefonicznym. Usiadłyśmy w kuchni przy kubku mocnej, gorącej kawy i mięciutkich pierniczkach z firmy Dr Gerard. Tego właśnie było mi trzeba. Zdałam dokładną relację z sytuacji i próbowałam uspokoić mamę. O spaniu jednak nie było mowy. Wczesnym rankiem spakowałam wszystkie potrzebne ojcu rzeczy i pojechałam z mamą do szpitala. Po drodze zatrzymałyśmy się , aby kupić wodę mineralną, jakiś sok i ulubione markizy taty z firmy Dr Gerard. Dorzuciłam jeszcze do koszyka Torcik c-moll orzechowy i dobrą herbatę. Tak zaopatrzone dotarłyśmy do szpitala, tuż przed porannym obchodem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz