wtorek, 16 lutego 2016

Na sportowo.

wit’AM smacznie J. Jest piękny wtorkowy dzień. Byliśmy z córcią na spacerze. Wybraliśmy się do biblioteki po książki dla dzieci. Po drodze odwiedziliśmy w przedszkolu grupę, do której chodzi moja księżniczka. O mało, co by nas dzieci wypchnęły z klasy, gdy zaczęły ściskać i przytulać ją. Słoneczko pięknie świeci, chmury płyną po niebie. Dzień piękny, wiosenny. A do kalendarzowej jeszcze miesiąc. Zimo, gdzie jesteś?. Teraz, gdy już wróciliśmy do domu na obiad i gdy posprzątałem, mam czas, aby napisać kilka słów do Was. Piję kawę czarną, bez cukru i chrupię Andruty czekoladowe firmy „dr Gerard”. W tajemnicy przyznam się Wam, że dzisiaj cierpię na zakwasy. Bolą mnie nogi, ramiona i mięśnie brzucha. Zastanawiacie się, dlaczego? Już piszę, wczoraj po południu w ramach treningu mojego syna rozegraliśmy mecz piłki nożnej Rodzice vs Orliki. Wynik, jaki padł to 10 do 9 dla oldboyów. Sam się dziwię, że nie padłem na parkiecie. Godzinny mecz halówki to dało nam w kość, wylaliśmy litry potu i dorobiliśmy się kilku otarć. Z ciekawostek dodam, że jedna mama też grała i zdobyła trzy gole a potem dzielnie broniła naszej bramki. Brawa dla tej odważnej Pani. Jak co roku w zimę treningi odbywają się pod dachem. Zazwyczaj dwa razy w tygodniu. Bywa tak, że jeden trening u nas na hali a na drugi musimy dojechać ok. 15 km. To jest lekcja wytrwałości i samodyscypliny. Czasami to loteria, idąc na miejsce zbiórki zastanawiamy się, czy będzie miejsce w samochodzie dla nas? Kiedyś były tylko dwa samochody i mali piłkarze ledwo się zmieścili. Tatusiowie zostali na parkingu. Zawsze przed treningiem sprawdzam synowi plecak. Czy wszystko ma, strój, piłkę, buty na halę, ręcznik, wodę. Staram się zawsze dać mu coś do przegryzienia po wysiłku. Wczoraj mieliśmy Krakersy kanapki pomidorowe od „dr Gerarda. To był dobry pomysł, chłopaki tak zgłodnieli, że zaraz wołali jeść. Po powrocie do domu i po kolacji z naszymi dziewczynami przeżywaliśmy od nowa ten mecz. Cieszę się tą słodką chwilą, gdy mogłem spotkać się z synem na boisku i rozegrać kilka kiwek, sam na sam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz