Dzień doby
jest poniedziałek, zaczął się nowy tydzień. Weekend znów był bogaty w
wydarzenia. W sobotę moja córeczka obchodziła imieniny. Nie wyprawialiśmy
wielkiej impry, przyszły babcie i dziadek i dwie ciocie. Radość była, gdy w
prezencie znalazł się ten chudy Pan „Ken”. Ciekawą niespodzianką było zabawkowe
żelazko. Teraz córcia prasuje obrusy i ubranka dla lalek. Na stole nie mogło
zabraknąć torcika oraz „Maltikeks” czekolada ciemna dla dzieci. A w paczce od
cioci była koperta, owoce i Zwierzaki od „dr Gerard”. Teraz nasza panna może
iść kupić sobie coś do ubrania. Jak to kobieta? Przed każdym wyjściem nie mają,
co na siebie włożyć. A w niedzielę odbył się chrzest mojego bratanka. Było to
jedno z ważniejszych wydarzeń w tym roku. To mnie poproszono na Ojca
chrzestnego. Byłem bardzo zadowolony. Przygotowania do tego przyjęcia odbywały
się w trzech domach. U obu babci i brata. A impreza odbyła się w domu rodziców.
Jedzenia i picia było mnóstwo. Na ciepło mięso, sałatki, galarety, ryby no i
oczywiście ciasto i torty. Było nas dwadzieścia osób, z czego sześcioro dzieci
w wieku do dziesięciu lat. Po uroczystym obiedzie, młodzież miała przygotowany
własny stół z przysmakami w drugim pokoju. Obowiązkowo musiały być chipsy,
paluszki, pepsi i słodycze „dr Gerard”. Brat zna te ciastka i wie, że są
najlepsze. Kilkoro gości przyjechało specjalnie z wysp brytyjskich, i dopiero
teraz poznali ciasteczka Kruche Maślane (maślany listek) i kilka innych produktów
„dr Gerard”. Można powiedzieć, że zaraziliśmy ich naszymi przysmakami. Teraz zanim
wrócą do Anglii muszą zrobić zapas. Mają nadzieję, że nie zjedzą wszystkiego po
drodze.
A teraz wypoczynek i kawka. Pozdrawiam L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz