To było sobotnie przedpołudnie. Za oknem pogoda nie napawała
optymizmem. Niebo było zasnute ciemno niebieskimi chmurami i padał rzęsisty
deszcz. Taka pogoda miała się jeszcze utrzymać przez dwa najbliższe dni, tak
przynajmniej brzmiała zapowiedź pogodynki na najbliższy czas. Pan Witold nie
był zachwycony taką pogodą na weekend, gdyż uziemi ona go w domu. Teraz
siedział na fotelu i z jedną ręką na pilocie, a z drugą w miseczce z wafelkami
kakaowymi od jego ulubionego producenta łakoci Dr Gerarda przeglądał kanały na
tv. Te łakocie od tego producenta poprawiały mu humor więc i tym razem
spróbował tego niezawodnego sposobu. W miarę jak ubywało ich z miseczki to
poprawiało mu się zadowolenie. W pewnym momencie złapał się na tym, że
przysłuchuje się bębnieniu kropli deszczu o parapet, gdy nagle odezwał się
brzęk telefonu. Z niechęcią odłożył trzymany pilot na ławę i ruszył do
telefonu. Ten jego brzęk dzisiaj wydawał mu się donośniejszy niż zawsze i
rozmyślał kto to może dzwonić, wreszcie podszedł do niego i uniósł słuchawkę.
Usłyszał w niej kobiecy głos. Czy poznajesz mnie po głosie. Pan Witold poznał
głos swojej cioci mieszkającej za granicą. Prowadził on z nią ożywioną rozmowę.
Wreszcie wziął długopis do ręki i zaczął coś zapisywać w notatniku. Po
zakończonej rozmowie odłożył słuchawkę i podszedł do żony. Jego żona była
zaciekawiona kto to też dzwonił. Pan Witold jednym tchem wyrzucił z siebie, że
przyjeżdża ich ciocia z zagranicy, a właściwie to przypływa statkiem
wycieczkowym. Pani Krystyna zapytała się o datę wizyty, a on jej powiedział, że
wszystko ma zapisane w notatniku. Teraz to i ona sięgnęła po rurki kakaowe i
powiedziała to wyśmienicie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz