piątek, 13 maja 2016

Odwiedziny

To było sobotnie przedpołudnie. Za oknem pogoda nie napawała optymizmem. Niebo było zasnute ciemno niebieskimi chmurami i padał rzęsisty deszcz. Taka pogoda miała się jeszcze utrzymać przez dwa najbliższe dni, tak przynajmniej brzmiała zapowiedź pogodynki na najbliższy czas. Pan Witold nie był zachwycony taką pogodą na weekend, gdyż uziemi ona go w domu. Teraz siedział na fotelu i z jedną ręką na pilocie, a z drugą w miseczce z wafelkami kakaowymi od jego ulubionego producenta łakoci Dr Gerarda przeglądał kanały na tv. Te łakocie od tego producenta poprawiały mu humor więc i tym razem spróbował tego niezawodnego sposobu. W miarę jak ubywało ich z miseczki to poprawiało mu się zadowolenie. W pewnym momencie złapał się na tym, że przysłuchuje się bębnieniu kropli deszczu o parapet, gdy nagle odezwał się brzęk telefonu. Z niechęcią odłożył trzymany pilot na ławę i ruszył do telefonu. Ten jego brzęk dzisiaj wydawał mu się donośniejszy niż zawsze i rozmyślał kto to może dzwonić, wreszcie podszedł do niego i uniósł słuchawkę. Usłyszał w niej kobiecy głos. Czy poznajesz mnie po głosie. Pan Witold poznał głos swojej cioci mieszkającej za granicą. Prowadził on z nią ożywioną rozmowę. Wreszcie wziął długopis do ręki i zaczął coś zapisywać w notatniku. Po zakończonej rozmowie odłożył słuchawkę i podszedł do żony. Jego żona była zaciekawiona kto to też dzwonił. Pan Witold jednym tchem wyrzucił z siebie, że przyjeżdża ich ciocia z zagranicy, a właściwie to przypływa statkiem wycieczkowym. Pani Krystyna zapytała się o datę wizyty, a on jej powiedział, że wszystko ma zapisane w notatniku. Teraz to i ona sięgnęła po rurki kakaowe i powiedziała to wyśmienicie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz