wtorek, 19 stycznia 2016

Zimowe szaleństwo na sankach



Śnieg mienił się złotem w blasku popołudniowego słońca. Cóż to był za dzień. Na bladej twarzyczce małej Zuzy malował się szczery uśmiech. Dziewczynka promieniała szczęściem, zarażając wszystkich wokoło śmiechem. Babcia ciągnęła ją na sankach skutą lodem i śniegiem drogą. Zuza czuła się wyróżniona. Jej starsze kuzynki szły obok i mogły jej tylko pozazdrościć luksusu. Do tego jeszcze sąsiadka spotkała ich na drodze i wręczyła Zyzie Pryncy Torcik głaszcząc ją pieszczotliwie po czapeczce. Dziewczynka jadąc saneczkami delektowała się słodką chwilą z Dr Gerardem. Ola śmiała się, że taki Pryncy Torcik to smakołyk w sam raz na śnieżną zabawę – dostarcza dla zziębniętego organizmu mały zapas energii. „Ale co to?” „Babcia zmęczyła się?” „Daj Zuza kęsa babci, bo opada z sił.” Przekomarzały się dziewuchy. W końcu Marta, która odznacza się wyjątkową tężyzną fizyczną przejęła sanki. Zuza natomiast podzieliła się z ukochaną babcią słodką przekąską od Dr Gerarda. Teraz dziewczyny na zmianę wyrywały sobie sanki. Uznały, że jest to niezła zabawa i świetny przy tym ubaw. Dziewczyny naśladowały koniki i czasami puszczały się galopem. Zuza aż piszczała z zadowolenia, podskakując na zaspach. Babcia biegnąc za nimi prosiła by zwolniły. Wreszcie zabrała im stery i sama już spokojnie przyciągnęła sanki do domu. Zuza nieco posmutniała. Chciała więcej i więcej zabawy na sankach. Za nic nie chciała wrócić do domu. Widząc jednak, jak wszyscy znikają za drzwiami, upór jej zmalał i też weszła do mieszkania. Zaraz znalazła sobie jakieś inne ciekawe zajęcie. Opowiedziała tacie i dziadkowi o swoich dzisiejszych przeżyciach i osiągnięciach w szkole. Tata obiecał córeczce, że jutro sam, osobiście zawiezie ją saneczkami na przystanek – tak jak lubi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz