Śnieg mienił się złotem w blasku
popołudniowego słońca. Cóż to był za dzień. Na bladej twarzyczce małej Zuzy
malował się szczery uśmiech. Dziewczynka promieniała szczęściem, zarażając
wszystkich wokoło śmiechem. Babcia ciągnęła ją na sankach skutą lodem i
śniegiem drogą. Zuza czuła się wyróżniona. Jej starsze kuzynki szły obok i mogły
jej tylko pozazdrościć luksusu. Do tego jeszcze sąsiadka spotkała ich na drodze
i wręczyła Zyzie Pryncy Torcik głaszcząc ją pieszczotliwie po czapeczce. Dziewczynka
jadąc saneczkami delektowała się słodką chwilą z Dr Gerardem. Ola śmiała się,
że taki Pryncy Torcik to smakołyk w sam raz na śnieżną zabawę – dostarcza dla
zziębniętego organizmu mały zapas energii. „Ale co to?” „Babcia zmęczyła się?” „Daj
Zuza kęsa babci, bo opada z sił.” Przekomarzały się dziewuchy. W końcu Marta,
która odznacza się wyjątkową tężyzną fizyczną przejęła sanki. Zuza natomiast
podzieliła się z ukochaną babcią słodką przekąską od Dr Gerarda. Teraz
dziewczyny na zmianę wyrywały sobie sanki. Uznały, że jest to niezła zabawa i
świetny przy tym ubaw. Dziewczyny naśladowały koniki i czasami puszczały się galopem.
Zuza aż piszczała z zadowolenia, podskakując na zaspach. Babcia biegnąc za nimi
prosiła by zwolniły. Wreszcie zabrała im stery i sama już spokojnie
przyciągnęła sanki do domu. Zuza nieco posmutniała. Chciała więcej i więcej
zabawy na sankach. Za nic nie chciała wrócić do domu. Widząc jednak, jak
wszyscy znikają za drzwiami, upór jej zmalał i też weszła do mieszkania. Zaraz
znalazła sobie jakieś inne ciekawe zajęcie. Opowiedziała tacie i dziadkowi o
swoich dzisiejszych przeżyciach i osiągnięciach w szkole. Tata obiecał
córeczce, że jutro sam, osobiście zawiezie ją saneczkami na przystanek – tak jak
lubi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz