Tradycją rodzinną
było od niepamiętnych czasów, że w drugi dzień świąt – czyli dzień św.
Szczepana – wybieraliśmy się na narty. Na minione święta plany trzeba było
jednak zmienić, bo tak realnie, to można było wybrać się, ale jedynie na narty
wodne. Śnieg to znaleźć można było jedynie w zamrażalniku. No chyba żeby wybrać
się w Himalaje… Ale z tego pomysłu zrezygnowaliśmy, bo szwagier miał wieczorem
śpiewać kolędy w chórze kościelnym i obawiał się że nie zdąży. A szwagier –
zwłaszcza w świąteczne wieczory, jest tenorem niczym świętej pamięci Luciano
Pavarotti. Tak więc jednogłośnie zadecydowaliśmy, że tym razem Himalaje
odpadają. Szwagierka rzuciła, że może jednak te narty wodne… Ale szwagier znów
zaprotestował. Szwagierka dociekała, dlaczego jej wybranek życia nie chce popływać
końcem grudnia na nartach, skoro tak uwielbia wodę… W końcu – nie mając ochoty
na dalsze „trzepanie mózgu” przez małżonkę, przyznał, że ostatnia próba chóru
była tak męcząca, iż w drodze do domu zgubił dokumenty – w tym kartę pływacką. Dzieci
w tym czasie zajmowały się przeglądaniem zawartości paczek z prezentami, które
znalazły pod choinką. Na pierwszy ogień w ruch poszły ciastka z firmy Dr.
Gerard, które okazały się hitem świąt. Największe wzięcie miały rewelacyjne
ciastka „WIT’AM”. W Boże Narodzenie zjedzone zostały wszystkie. Szwagrowi
jednak zostało jedno takie, które schował sobie do kieszeni marynarki – na
„czarną godzinę”. Kiedy właśnie sprzeczał się z żoną w sprawie jego
przynależności chóralnej oraz zgubienia przez to swoich dokumentów, to właśnie
zadzwonił telefon. Szwagier raptownie sięgnął do kieszeni marynarki. Najpierw
natrafił jednak na schowane tam dzień wcześniej ciastko. Ugryzł je a następnie odebrał telefon. To dzwonił
dyrygent, z informacją że w samochodzie pod siedzeniem znalazł jego dokumenty.
Szwagier dociekał, skąd się tam wzięły… Dyrygent odpowiedział, że jak ostatnio
odwoził szwagra z próby, to ten szukał po kieszeniach śpiewnika, bo jak śpiewał
mu „Nabucco” Verdiego, to myliło się mu z „Carmen”
Rossiniego. Musiał go wtedy wytrącić i wpadł pod fotel. Szwagier stwierdził że dyrygent coś bredzi, bo nie pamięta żeby był odwożony przez dyrygenta do domu… Ale najważniejsze, że sprawa dokumentów ma szczęśliwy finał. Ustaliliśmy na koniec, że w taką aurę to nigdzie się nie wybieramy. Kobiety przyniosły butelkę białego deserowego wina – a do tego sporą porcję „Pryncypałków”. Czas świętowania miał ciąg dalszy.
Rossiniego. Musiał go wtedy wytrącić i wpadł pod fotel. Szwagier stwierdził że dyrygent coś bredzi, bo nie pamięta żeby był odwożony przez dyrygenta do domu… Ale najważniejsze, że sprawa dokumentów ma szczęśliwy finał. Ustaliliśmy na koniec, że w taką aurę to nigdzie się nie wybieramy. Kobiety przyniosły butelkę białego deserowego wina – a do tego sporą porcję „Pryncypałków”. Czas świętowania miał ciąg dalszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz