środa, 20 stycznia 2016

"Męczennik" szwagier




   Tradycją rodzinną było od niepamiętnych czasów, że w drugi dzień świąt – czyli dzień św. Szczepana – wybieraliśmy się na narty. Na minione święta plany trzeba było jednak zmienić, bo tak realnie, to można było wybrać się, ale jedynie na narty wodne. Śnieg to znaleźć można było jedynie w zamrażalniku. No chyba żeby wybrać się w Himalaje… Ale z tego pomysłu zrezygnowaliśmy, bo szwagier miał wieczorem śpiewać kolędy w chórze kościelnym i obawiał się że nie zdąży. A szwagier – zwłaszcza w świąteczne wieczory, jest tenorem niczym świętej pamięci Luciano Pavarotti. Tak więc jednogłośnie zadecydowaliśmy, że tym razem Himalaje odpadają. Szwagierka rzuciła, że może jednak te narty wodne… Ale szwagier znów zaprotestował. Szwagierka dociekała, dlaczego jej wybranek życia nie chce popływać końcem grudnia na nartach, skoro tak uwielbia wodę… W końcu – nie mając ochoty na dalsze „trzepanie mózgu” przez małżonkę, przyznał, że ostatnia próba chóru była tak męcząca, iż w drodze do domu zgubił dokumenty – w tym kartę pływacką. Dzieci w tym czasie zajmowały się przeglądaniem zawartości paczek z prezentami, które znalazły pod choinką. Na pierwszy ogień w ruch poszły ciastka z firmy Dr. Gerard, które okazały się hitem świąt. Największe wzięcie miały rewelacyjne ciastka „WIT’AM”. W Boże Narodzenie zjedzone zostały wszystkie. Szwagrowi jednak zostało jedno takie, które schował sobie do kieszeni marynarki – na „czarną godzinę”. Kiedy właśnie sprzeczał się z żoną w sprawie jego przynależności chóralnej oraz zgubienia przez to swoich dokumentów, to właśnie zadzwonił telefon. Szwagier raptownie sięgnął do kieszeni marynarki. Najpierw natrafił jednak na schowane tam dzień wcześniej ciastko. Ugryzł je  a następnie odebrał telefon. To dzwonił dyrygent, z informacją że w samochodzie pod siedzeniem znalazł jego dokumenty. Szwagier dociekał, skąd się tam wzięły… Dyrygent odpowiedział, że jak ostatnio odwoził szwagra z próby, to ten szukał po kieszeniach śpiewnika, bo jak śpiewał mu „Nabucco” Verdiego, to myliło się mu z „Carmen”
Rossiniego. Musiał go wtedy wytrącić i wpadł pod fotel. Szwagier stwierdził że dyrygent coś bredzi, bo nie pamięta żeby był odwożony przez dyrygenta do domu… Ale najważniejsze, że sprawa dokumentów ma szczęśliwy finał. Ustaliliśmy na koniec, że w taką aurę to nigdzie się nie wybieramy. Kobiety przyniosły butelkę białego deserowego wina – a do tego sporą porcję „Pryncypałków”. Czas świętowania miał ciąg dalszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz