W te święta które
właśnie minęły, to tak się dobrze złożyło, że był jeszcze dodatkowy dzień – bo
27 grudnia przypadło w niedzielę. Dobrze, gdyż 27 grudnia jest dniem świętego
Jana Apostoła – poświęca się w tym dniu wino w kościołach. A wino to boski
napój! Jest o nim pisane nawet w Piśmie Świętym. Komu zostało coś ze świąt, to
po nich szedł do kościoła poświęcić tę szlachetną ciecz. Szwagrowi ostało się
jedno, bo jak szedł na Szczepana śpiewać kolędy, to zabrał je ze sobą i czym prędzej
dał proboszczowi, z prośbą aby przechował je do następnego dnia. Proboszcz
najpierw się ucieszył i przyjął rzecz ową od szwagra z promienistym uśmiechem,
ale kiedy szwagier powiedział w całości o co mu chodzi, to zrobił głupią minę.
Wziął jednak ten szlachetny boski napój – i jak wyszedł, tak więcej się nie
pokazał. Szwagier miał nawet złe przeczucia z tym przypadkiem związane, bo
ostatnio straszne głupoty się mu śniły. Nie powiedział nawet nikomu co to było,
tylko tyle zdradził, że się strasznie wstydzi powiedzieć. W niedzielę szwagier
czym prędzej z rana poszedł do kościoła, żeby zastać księdza proboszcza zanim
pójdzie do zakrystii. Nawet kawy się nie napił – tak się spieszył – tylko złapał
ciastko które leżało na talerzu i szybko wyszedł. Jak poczuł smak ciastka, to
był już przy bramie.
Zaczął żałować że nie zabrał więcej tych ciastek, bo mu bardzo smakowały. A były to „Pierniki” Dr. Gerarda. Pomyślał że odbije to sobie jak wróci do domu. Szybkim marszem pospieszył dalej. Kiedy wszedł do plebanii, to księdza zastał już na schodach. Przywitał się i powiedział w jakiej sprawie przyszedł. Proboszcz stwierdził, że nie lubi się wracać, bo to wróży jakiś problem. Ale zrobi to specjalnie dla szwagra, bo go lubi. Tym razem szwagier odruchowo zrobił głupią minę, ale proboszcz na szczęście tego nie zauważył. Wziął od księdza butelkę i wszystko poszło bez niespodzianek, aż do czasu kiedy wyszedł z kościoła. Bo po wyjściu deszcz padał rzęsisty. Szwagier trzymał w torbie poświęcone wino i spieszył się, bo i deszcz moczył go obficie – i głodny był. Do tego wszystkiego bał się że mu pozjadają wszystkie ciastka które tak bardzo mu smakowały. W pośpiechu nie zauważył że jakiś pies po sobie zostawił to co narobił. A w połączeniu z deszczem, zrobiło się to potwornie śliskie! Szwagier wlazł w to paskudztwo i jaki długi wylądował na chodniku. Całe szczęście że nic się jemu nie stało. Pobrudził się tylko trochę. Ale najgorszą rzeczą było to, że poświęcone wino się rozlało, bo butelka rozbiła się na kawałki. No i jak tu nie wierzyć w przesądy… Kiedy szwagier przyszedł do domu, to wściekły był jak indyk! Do wszystkich domowników tylko syczał ze złości i coś odburkiwał. A już całkiem się wściekł, kiedy dowiedział się, że nie został mu ani jeden piernik. Za to wziął sobie paczkę krakersów i poszedł ochłonąć przed telewizorem. Poniedziałek okazał się za to dla szwagra dość szczęśliwy. Wygrał w loterię dość pokaźną kwotę i mógł zaszaleć z żoną na „Sylwestra”! I jak tu nie wierzyć w przesądy…
Zaczął żałować że nie zabrał więcej tych ciastek, bo mu bardzo smakowały. A były to „Pierniki” Dr. Gerarda. Pomyślał że odbije to sobie jak wróci do domu. Szybkim marszem pospieszył dalej. Kiedy wszedł do plebanii, to księdza zastał już na schodach. Przywitał się i powiedział w jakiej sprawie przyszedł. Proboszcz stwierdził, że nie lubi się wracać, bo to wróży jakiś problem. Ale zrobi to specjalnie dla szwagra, bo go lubi. Tym razem szwagier odruchowo zrobił głupią minę, ale proboszcz na szczęście tego nie zauważył. Wziął od księdza butelkę i wszystko poszło bez niespodzianek, aż do czasu kiedy wyszedł z kościoła. Bo po wyjściu deszcz padał rzęsisty. Szwagier trzymał w torbie poświęcone wino i spieszył się, bo i deszcz moczył go obficie – i głodny był. Do tego wszystkiego bał się że mu pozjadają wszystkie ciastka które tak bardzo mu smakowały. W pośpiechu nie zauważył że jakiś pies po sobie zostawił to co narobił. A w połączeniu z deszczem, zrobiło się to potwornie śliskie! Szwagier wlazł w to paskudztwo i jaki długi wylądował na chodniku. Całe szczęście że nic się jemu nie stało. Pobrudził się tylko trochę. Ale najgorszą rzeczą było to, że poświęcone wino się rozlało, bo butelka rozbiła się na kawałki. No i jak tu nie wierzyć w przesądy… Kiedy szwagier przyszedł do domu, to wściekły był jak indyk! Do wszystkich domowników tylko syczał ze złości i coś odburkiwał. A już całkiem się wściekł, kiedy dowiedział się, że nie został mu ani jeden piernik. Za to wziął sobie paczkę krakersów i poszedł ochłonąć przed telewizorem. Poniedziałek okazał się za to dla szwagra dość szczęśliwy. Wygrał w loterię dość pokaźną kwotę i mógł zaszaleć z żoną na „Sylwestra”! I jak tu nie wierzyć w przesądy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz